-

krzysztof-osiejuk : To ja

Czy Jerzy Andrzej Marek mógłby pisać piosenki dla Roda Stewarta?

      Jestem pewien, że wielu z nas nie jeden raz zdarzyło się coś takiego, że budzimy się rano i w głowie mamy piosenkę, której nie dość, że od wielu, wielu lat nie słyszeliśmy, nie dość, że o jej istnieniu dawno zapomnielismy, to jeszcze zawsze uważalismy ja za wyjątkowy syf. Czemu tak się dzieje, co za niezwykły wybryk ludzkiego mózgu za tym czymś stoi, Bóg jedyny raczy wiedzieć, proszę jednak sobie wyobrazić, że wczoraj od samego rana, budząc oczywisty popłoch w całym domu, żona moja nuciła stale i niezmiennie piosenkę pod tytułem „Po ten kwiat czerwony”.

      W pierwszej chwili, kiedy już nam minął pierwszy szok, próbowaliśmy ustalić, kto to coś w ogóle oryginalnie śpiewał. Żona moja utrzymywała, że to była piosenka Czerwonych Gitar, ja natomiast obstawiałem Piotra Janczerskiego z zespołem No to co, no i ostatecznie, po sprawdzeniu zasobów youtube’a, okazało się, że „Po ten kwiat czerwony” to nie były Czerwone Gitary, lecz w rzeczy samej stnowiło słynny przebój zespołu No to co.

    Następnym krokiem była próba zbadania, kto był autorem następujących słów:

Idę. Wrócę.
O nic nie pytaj dziś.
Przyjdę - nie zasmucę.
Powiem, po com musiał iść.

Żołnierz dziewczynie nie skłamie,
Chociaż nie wszystko jej powie.
Żołnierz zarzuci broń na ramię,
Wróci, to resztę dopowie
”.

       I tu pierwsza niespodzianka. Otóż, jak się okazało, słowa te ułożył, zapisał i dał do zaspiewania Piotrowi Janczerskiemu niejaki Bronisław Brok…

      Kiedy piszę „niejaki”, nie chodzi mi w żadnym wypadku o lekceważącą sugestię, że mamy do czynienia z byle kim, lecz wyłącznie o fakt, że ja na to nazwisko wcześniej nie wpadłem, a nawet, widząc je, uznałem, że normalny człowiek nie może się tak nazywać, więc to musi być czyjś artystyczny pseudonim. I proszę sobie zresztą wyobrazić, że to faktycznie okazał się być pseudonim człowieka nie byle jakiego bo Bronisława Kaufmana, „polskiego literata, reżysera, scenarzysty, operatora, fotografa, autor tekstów piosenek dla wokalistów, zespołów, a także na potrzeby teatru i filmu, jednego z założycieli ZAKR-u”, co warto też podkreslić, autora tekstów piosenek takich wybitnych artystów polskiej estrady jak Chór Czejanda, Adolf Dymsza, Anna German, Jerzy Połomski, Sława Przybylska, Irena Santor, Urszula Sipińska, Teresa Tutinas, Violetta Villas, ale również wykonawców całkowicie zapomnianych, że pozwolę sobie wymienić takie nazwiska jak Wiera Gran, Hanna Rek, Anita Traversi, czy Jadwiga Wajcman.

      Co równie, a może dla nas jeszcze ciekawsze, to fakt, że ów Brok, stale i przez wiele długich lat, współpracował z, niemal kultowym dziś już w pewnych środowiskach Jerzym Wasowskim, tak na marginesie, autorem muzyki do piosenki „Po ten kwiat czerwony”.

      A więc, jak widzimy, robi się powoli ostro.

      Przejrzałem nazwiska owych słynnych niegdyś artystów estrady, trafiłem na zapomnianą dziś już kompletnie Teresę Tutinas i pomyślałem sobie, że sprawdzę przede wszystkim, co ona takiego spiewała, no i przy okazji, co u niej dziś słychać. Otóż, jak się dowiadujemy, Teresa Tutinas – swoją drogą, też ciekawie, prawda? – ma dziś zaledwie 73 lata, mieszka w Szwajcarii, a jej największym przebojem była piosenka, którą wielu z nas z całą pewnością – głównie niestety, jako cover – pamięta, „Jak cię miły zatrzymać”, w tworzeniu której akurat swoich, utalentowanych niewątpliwie, palców nie maczali ani Wasowski, ani Brok, a do której jeszcze zresztą wrócimy.

     Szukałem jeszcze innych piosenek Tutinas, które bym pamiętał, jednak bezskutecznie, natomiast, owszem, trafiłem nagle na dwie swego czasu bardzo dobrze znane piosenki, śpiewane, jak się okazuje, przez dziś już równie, jak Tutinas, zapomnianą, Ludmiłę Jakubczak: „Gdy mi ciebie zabraknie”, oraz „Szeptem”. Poczytałem więc sobie o Jakubczak i pomijając to, że tu też stałym kompozytorem nie był Wasowski, lecz mąż Jakubczak, Jerzy Abratowski, dowiedziałem się rzeczy prawdziwie fascynujących. Otóż urodziła się ona w 1939 roku w Tokio, dzieciństwo spędziła na sowieckiej Ukrainie, wyjechała do Polski, wyszła za mąż za Abratowskiego, a w wieku 22 lat zginęła w wypadku samochodowym. Abratowski wyjechał do Stanów Zjednoczonych, a w roku 1989 zginął przypadkowo w strzelninie podczas napadu na bank.

     Ktoś się mnie zapyta, po co ja w ogóle o tym piszę. Odpowiedź jest prosta. Przede wszystkim uważam, że to wszystko jest bardzo ciekawe, zaczynając na współpracy tego całego Broka z samym Jerzym Wasowskim, przez to, że dziś Tutinas mieszka w Szwajcarii i wszyscy ją mają głeboko w nosie, że Ludmiła Jakubczak zmarła w wieku zaledwie 22 lat, a autor piosenki „Szeptem” zginął w Los Angeles podczas jakiegoś napadu na bank. Po prostu, uważam, że to są informacje ciekawe. Te, ale też wiele innych, na które tu nie starczyło miejsca, w tym choćby i taka, że muzykę do jednej z najpiękniejszych polskich piosenek napisała jakaś Hanna Skalska, a tekst do niej również „jakiś” Kazimierz Szemioth, Skalskiej mąż.

      Niedawno, podczas targów w Bytomiu, zapytany przez kogoś Leszek Żebrowski, czy było coś w PRL-u co on uważa za dobre, po pewnym namyśle odpowiedział, że jednak nic. Otóż wygląda na to, że on się tu fatalnie pomylił. Może lepiej było go zapytać, czy jest coś, co on uważa za dobre w Polsce dzisiejszej, a ja mam tylko nadzieję, że on by nie odpowiedział na to, że to jest, że każdy z nas może swobodnie podróżowac po świecie.

      I pomyśleć tylko, że nigdy bym sobie tego wszystkiego nie poukładał i tu nie opowiedział, gdyby nie przedziwne wędrówki myśli mojej żony. Rozstańmy się więc na tej refleksji i posłuchajmy piosenki Teresy Tutinas, z muzyką znów „jakiegoś” Jerzego Andrzeja Marka – swoja drogą, to jest pomysł na miarę Wojciecha Zbigniewa Leszka, lub Stefana Adama Mariana – i zastanówmy się, co byśmy powiedzieli, gdyby to dziś zaśpiewał, powiedzmy, Rod Stewart. No co?

 

 

 

 

Moje książki, naturalnie, jak zawsze, są do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl.

 

 

       

 

 

 



tagi: prl  kultura  piosenka 

krzysztof-osiejuk
25 sierpnia 2017 09:28
11     776    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
orjan @krzysztof-osiejuk
25 sierpnia 2017 10:22

W temacie: "Powracająca melodyjka" - tekst Andrzej Bianusz, muz. Henryk Kleine

Krystyna Konarska => Roy Orbison

zaloguj się by móc komentować

Cierpliwa2 @krzysztof-osiejuk
25 sierpnia 2017 11:26

Stare piosenki filmowane na tle obrazow tamtych czasow, dla nas, żyjących wtedy,  cenne wspomnienia, jak było.  Melodie uspokajają. Teksty wyrazaja uczucia. Młodzież pewnie ich nie rozumie, nie polubi.  Na tytułowe pytanie, nie wiem, jak odpowiedzieć.

 

zaloguj się by móc komentować

bolek @krzysztof-osiejuk
25 sierpnia 2017 11:33

"Otóż, jak się dowiadujemy, Teresa Tutinas – swoją drogą, też ciekawie, prawda? – ma dziś zaledwie 73 lata, mieszka w Szwajcarii"

Teresa Tutinas – polska piosenkarka, mieszkająca w Szwecji

Ja wiem, że to nie ma absolutnie żadnego znaczenia...

Wszędzie te znaki... Tekst jak zwykle super!

zaloguj się by móc komentować

orjan @Cierpliwa2 25 sierpnia 2017 11:26
25 sierpnia 2017 13:03

U mnie to wygląda inaczej. Te piosenki podobają mi się dopiero teraz. Wtedy nie. Odrzucanie poprzedniej mody muzycznej jest obiektywną potrzebą dla każdej nowej fali młodzieży.

Na to, co mogłoby, lub stało się w Polsce przebojem rozrywkowym (pop) można też spojrzeć okiem Gabriela oceniając ówczesny rynek treści. Z tym był jednak zupełny dramat. W zasadzie nie istniało żadne sensowne rozpowszechnianie. Trwała jeszcze epoka radia, a tam ustalano, co ma być popularne ze względu na treści właśnie.

Nie mogłem (teraz też nie) wiedzieć: prawda to, czy fałsz, ale w moim środowisku np. No To Co było skreślone według oddolnej intuicji, że wzięli się poprzebierali według gustu Gomułki, czyli wyśpiewują treści dla kariery u Sokorskiego, czyli w radiu.

Trafiały się też perełki. Znacznie częściej, niż teraz, ale jakoś grzęzły w tym radiu. Ale przynajmniej w wakacje rozkwitały w ośrodkach wypoczynkowych wyposażonych w tzw. radiowęzły. W ten sposób, pewnego lata w Unieściu przez jeden tydzień chyba ze sto razy usłyszałem "W żółtych płomieniach liści" Skaldów z Łucją Prus (od Agnieszki Osieckiej).

Skoro zaś zacząłem od spraw międzypokoleniowych a kończę na Skaldach, to moja licealna polonistka, dama już wówczas emerytalna, na lekcjach wręcz piała z zachwytu nad tekstami Leszka Aleksandra Moczulskiego. Słuchałem jej z przyjemnym zaskoczeniem, ale wtedy chyba bez głębszego zrozumienia.

 

zaloguj się by móc komentować

grudeq @krzysztof-osiejuk
25 sierpnia 2017 16:36

Toyah,

Ja swego czasu zachorowałem na węgierską muzykę. I też powiedziałbym, że w latach 60-tych to też był poziom. Ot proszę festiwal muzyki węgierskiej z 1967 roku: 

https://www.youtube.com/watch?v=a7SvcX3Tu5I (zaczyna się tak od 12:30) 

Gdyby żył Waldorff myślę, że do "Sekretów Polihymni" mógłby dopisać rozdział o tym, jak pod koniec XX wieku, gdy wymyślono muzykę elektroniczną i instrumenty zostały zastąpione przez syntyzatory i komputery tak upadły umiejętności wokalne i instrumentalne. 

Dla mnie czymś genialnym jest śpiew z orkiestrą, ale jak sobie człowiek uświadomi, że jakie to są kłopoty z tym aby orkiestrę zgrać (a ja nie będę grał w jednej orkiestrze z Kowalskim) jakie to są koszty gdy orkiestrę trzeba przewieźć na koncert, zakwaterować... to się nie dziwię, że impresariaty wolą zatrudnić jedną osobę od śpiewania, a drugą od elektronicznego obrobienia śpiewu... 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @orjan 25 sierpnia 2017 13:03
25 sierpnia 2017 16:44

Rzeczywiście, istota problemu - brak rynku, a co za tym idzie brak dystrybucji.

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @grudeq 25 sierpnia 2017 16:36
25 sierpnia 2017 16:56

Teraz też organizuje się koncerty z orkiestrą, z tym że obecnie nie jeździ się z muzykami tylko organizuje się takie coś na miejscu w którym orkiestra zwykle występuje(miejscowa filharmonia, albo teatr), odpada problem zakwaterowania i transportu. Przykładowo: >LINK<

Ewentualnie rezygnuje się z orkiestry i idzie w tzw. wersje akustyczne z mniejszą ilością muzyków, ale za to nie potrzeba takiego budżetu: >LINK2<

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @grudeq 25 sierpnia 2017 16:36
25 sierpnia 2017 17:27

Moim zdaniem sama elektronika nie jest tu problemem.Rzecz w tym, że melodia została zastąpiona przez brzmienia i klimaty. Podobny problem jest z literaturą i z filmem. Tam już się nie opowiada historii.

zaloguj się by móc komentować

orjan @krzysztof-osiejuk 25 sierpnia 2017 17:27
25 sierpnia 2017 18:34

Otóż to!

Zamiast melodii - brzmienia i klimaty. Czyli w gruncie rzeczy - pustka. I jaki tekst pod to podłożyć?

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @orjan 25 sierpnia 2017 18:34
25 sierpnia 2017 20:13

Najlepiej taki bardziej publicystyczny.

zaloguj się by móc komentować

Cierpliwa2 @orjan 25 sierpnia 2017 13:03
26 sierpnia 2017 15:02

Wogóle, to coś jest tymi wspólczesnymi piosenkami  jest"nie tak", ze nie da się wielu z nich zapamiętać, samemu zanucic, czy  pograć na gitarze na rodzinnej imprezie, by wszyscy mogli sobie pośpiewac. Współczesne piosenki to takie "jednorazowe " są. (Ja wiem, ze do tego służą piosenki biesiadne), ale czy piosenka np. SĄ TAKIE DNI W TYGODNIU "- jest biesiadną.. hmm?

Może po prostu za dużo jest piosenkarzy (rek) zawodowych.  I to taki przesyt,  a każdy wydziwia jak może, by tylko być oryginalnym.

Uważam, ze żadna piosenka nie powinna odbiorcy, sluchającego męczyć. (GUST?, czy ja wiem...)

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować