-

krzysztof-osiejuk : To ja

Czy mamy jasność w temacie Bencjona Segała?

      Od kilku dni, niemal codziennie, rozmawiamy tu o Holocauście i roli, jaką Polakom probują w tej kwestii przypisać pewne żydowskie środowiska, natomiast, jak pewnie część czytelników zauważyła, ja jak ognia unikam wchodzenia na teren, gdzie musielibyśmy zacząć rozmawiać o Żydach, jako takich, a więc najpewniej o Żydach złych, głupich i występnych. Czemu tak? Ano temu, że jestem głęboko przekonany, że to z czym mamy dziś do czynienia, stanowi sprawę znacznie grubszą i wykraczającą znacznie szerzej poza znane nam wszystki obrazki brodatych mężczyzn w jarmułkach liczących pieniądze. No ale skoro tu już powiedzieliśmy sobie wszystko, a oczekiwania części czytelników są jakie są, proponuje, byśmy dziś wrócili do bardzo już starego tekstu, w którym pojawia się pewien Żyd, a jedynym kontekstem, w którym on się nam przedstawia, jest on sam. Zapraszam.

 

      Myślę, że już o tym tu wspominałem, ale na wszelki wypadek powtórzę. Otóż ja nie mam bladego pojęcia, jak to się zaczęło, a tym bardziej z czego owa fascynacja wynika, ale moja żona od kilku już dobrych lat wykazuje coś, co mógłbym nazwać filosemityzmem w wersji turbo… gdyby nie fakt, że każdy, kto ją zna, wie, że z niej dokładnie taki sam antysemita, jak z każdego z nas. Na czym więc miałby polegać ten jej turbo-filosemityzm? Na tym mianowicie, że jeśli spojrzymy na jej podstawowy kanon lektur, to zobaczymy, że jest to głównie literatura żydowska, i to nie żydowska w tym sensie, że tworzona przez redaktorów „Warszawskiej Gazety” i zaprzyjaźnionych z „Warszawską Gazetą” badaczy, a traktująca o Żydach i ich wyssanej z mlekiem matki podłości, ale oryginalna literatura, pisana przez Żydów, przez Żydów firmowana, autoryzowana i często wręcz wydawana. Moja żona doszła już do tego stanu, że jeśli ktoś chce jej zrobić dobry prezent na urodziny, czy imieniny, to najlepiej będzie, jeśli to będą jakieś żydowskie pamiętniki i wspomnienia, historie żydowskich rodzin, czy wydawane gdzieś w Nowym Yorku czy Tel Awiwie przez jak najbardziej koszerne instytuty opracowania na temat historii Żydów. Oto prezent dla mojej żony.

       Co ona z tego ma? Dokładnie oczywiście nie wiem, bo mnie ani za bardzo nie interesuje czytanie książek, a tym bardziej książek o żydowskich dziejach i żydowskiej kulturze, natomiast z tego, co ona niekiedy mi opowiada, a pewnie najbardziej ze sposobu, w jaki ona komentuje wszelkie związane z tematem dyskusje, jakie mamy w Polsce, wiem, że ona wie. Pojawia się temat, a ona wtedy wykrzywia z pogardą usta i nawet nie podnosząc wzroku, rzuca te dwa czy trzy zdania, które nie dość, że wszystko, co zostało właśnie powiedziane, unieważnia, to w dodatku otwiera nowe przestrzenie. Do dziś na przykład pamiętam, jak ona po przeczytaniu którejś z tych książek, przy jakiejś okazji rzuciła w moją stronę: „Michnik? Nie żartuj. To ma być Żyd? Dam głowę, że jego dziadek przed wojną chodził w chałacie i cuchnął! Ja rozumiem – Beylin. To jest przynajmniej nazwisko. A Michnik? Kupa śmiechu”.

      Przyznam, że obraz, jaki przedstawiła mi moja żona, komentując żydostwo Adama Michnika, obraz owego, niemal jakby żywcem wyjętego z przedwojennych felietonów Wiecha, śmierdzącego czosnkiem plus jeszcze czymś nieokreślonym warszawskiego kupca, wciąż tkwi we mnie, ile razy w naszej przestrzeni społeczno-politycznej pojawia się temat Żydów. I myślę sobie wtedy, że chciałbym bardzo zobaczyć, jak wyglądali i jak żyli nawet nie ci wszyscy Beylinowie, ale Michnikowie właśnie, czy, że znów tu wrócę do poetyki Stefana Wiecheckiego, ów „Bencjon Segał, szef firmy Segon & Son”. Tak chciałbym ich zobaczyć, dotknąć, a być może przy tym nawet poczuć ich duszę.

       I oto, proszę sobie wyobrazić, żona moja przyniosła z biblioteki kolejną książkę, tym razem zatytułowaną „Ostatnie pokolenie: Autobiografie polskiej młodzieży żydowskiej okresu międzywojennego. Ze zbiorów YIVO Institute for Jewish Research w Nowym Jorku”. A zatem coś być może nawet bardziej fascynującego, niż Bencjon Segał i jego wierzyciele, a mianowicie ich dzieci. A więc kto wie, czy nie ci, którzy dziś jeszcze, jeśli tylko udało im się wyrwać z łap śmierci, zadają przed nami szyku.

       Oto pamiętnik, czy raczej zaledwie drobne jego fragmenty, jednego z nich, niejakiego Heńka G.:

      „Urodziłem się w nocy, w ostatnich dniach grudnia 1912 r. Według słów matki noc ta była okropna, zawierucha śnieżna tak szalała na dworzu, że nikt nie zdecydował się nawet pójść po akuszerkę i wszyscy zdali mnie na łaskę i niełaskę losu. Matka przyznała, że nikomu nie zależało wówczas tak bardzo na utrzymaniu mnie przy życiu. Miała już przede mną pięcioro dzieci, a w domu nie było czem zapchać usta. […]

      Matka była krawcową, pracowała dniem i nocą, i z jej zarobku utrzymywała się właściwie cała rodzina. Ojciec bowiem nigdy nie miał stałego zarobku. W okresie gdy ja się urodziłem, ojciec był małamedem, uczył starszych chłopców Tory i Gemary i zarabiał przy tem akurat tyle, co nic. […]

      Lubiłem czytać książki. Czytałem wtedy bardzo dużo rozmaitych książek o różnorodnej treści. Przeczytałem prawie wszystkie książki Karola Maya, Wallace’a, Wellsa i innych. Przeczytałem tez Jana Krzysztofa, co wywarło na mnie bardzo silne wrażenie oraz „Altnajland” Hercla i bardzo dużo broszur rewolucyjnych. Nigdy nie przebierałem książek i wszystko, co mi wpadło do ręki, musiałem przeczytać. […]

      3 maja 1929. Pierwszy raz w życiu, wczoraj wychędożyłem dziewczynę. To było tak. Umówiliśmy się we trójkę, ja, Szmulek i Frania pójść na spacer. Nie mielismy żadnego planu co do Frani, ale Szmulek powiedział, że będzie dobrze (Frania to znajoma Szmulka). Poszliśmy do lasu za drewnianym mostem. Kręciliśmy się tam aż się ściemniało, a potem zaprowadziliśmy Franię w ciemny kąt lasku. Ona sama usiadła, bo powiedziała, że jest zmęczona. Złapaliśmy ją za głowę i nogi i wyciągnęliśmy ją na trawie. Ja usiadłem jej na nogi, a Szmulek zadarł spódnicę, zerwał majtki i zajechał jej na całego! Ona się nie dała i ścisnęła nogi, ale to jej nie pomogło. Jak Szmulek zlazł, to ja na nią wlazłem. Ona się rzucała, ale ja na to nie zważałem i też zajechałem jej. Przyjemnie było.[…]

      24 maja. Dziś cała krew we mnie zawrzała, kiedy egzekutorzy rozłożyli się u nas w mieszkaniu. Przyszło dwóch nażartych chamów i kazali sobie od razu zapłacić 57 zł i 54 grosze. Nie było ani grosza w domu. To oni nie czekali długo i zaczęli wyrzucać wszystko z szafy na podłogę i zabrali zegar. Matka zeszła z łóżka i zaczęła ich prosić, i płakać, żeby nie zrobili śmieci, i wszystkiego, żeby poczekali, to się przyniesie pieniądze, ale oni odepchnęli matkę i powiedzieli, że jeszcze protokół spiszą, że przeszkadza.. Pożyczono 30 złotych i dano mu, ale on krzyknął „nie wezmę” i odrzucił pieniądze. […]

       25 maja. Zwróciłem się do J.K., który jest sekretarzem w Związku Młodzieży Komunistycznej i powiedziałem, że chce przystąpić do „pracy”. […] Chcę walczyć z kapitalizmem, który wydał takich darmozjadów, jak tamci egzekutorzy!

       5 czerwca. Ciągle chodzę na zebrania. Te zebrania są bardzo ciekawe i odbywają się coraz to w innem miejscu, żeby „glina” nas nie złapała. Nie są takie rewolucyjne, jak myślałem. Zapoznałem się z wieloma chłopcami i dziewczętami.

      7 czerwca. Mam kupę książek i broszur do przeczytania, które dostałem w organizacji. […]

      27 lipca. Dziś zapoznałem się z bardzo ładną dziewczyną. Ona jest „a Chawerte” i nazywa się Dorka. Ona mi się bardzo spodobała. Taką ja szukałem.[…]

      16 sierpnia. Zakochałem się w Dorce. Wczoraj byłem u niej w mieszkaniu. Przyniosłem wiśnie i gruszki. Dorka zrobiła kolację. Jak siedzieliśmy i jedliśmy, to nagle objąłem ja i pocałowałem. Ona się nie broniła… Oddała mi się bez słowa. Przespałem noc u niej (pierwszy raz nie byłem w domu na noc).

      17 sierpnia. Praca w organizacji jest bardzo ciekawa.[…]

      23 lutego 1931. Znowu wyciągnąłem pamiętnik, żeby zapisać ważny fakt. Wczoraj byłem w Łazienkach z Lonią i ona sama mi zaproponowała, że jeśli chcę, mogę z nią spółkować. Położyliśmy się na trawie, tam ją wychędożyłem. Ale wśród tego, złapał mnie policjant za kark i podniósł mnie […]. Policjant powiedział, że płacę złotówkę „za obrazę moralności”. Lonia nie przestraszyła się, dała mi 50 groszy i powiedziała, żebym ja też dał 50 gr. I tak zrobiłem. Lonia była potem zadowolona i powiedziała mi, że postąpiliśmy, jak prawdziwi komuniści.[…]

      2 kwietnia 1931. Ładna historia z tą Dorką! Przychodzę do niej i proszę, żeby mi dała małą pożyczkę, a ona daje mi chętnie 15 złotych i prosi, żebym z nią poszedł na spacer, bo ma mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Schodzimy i ona mi mówi, że spodziewa się wkrótce mieć dziecko! W pierwszej chwili patrzałem na nią jak na obłąkaną, a ona powiada mi, że już była w tej sprawie u doktora i on jej powiedział, że jest w drugim miesiącu. Potem Dorka powiedziała: „Przecież nie zaprzeczysz, że to dziecko jest z ciebie?”. Powiedziałem, że nie jestem wcale pewny, to ona się rozpłakała i powiedziała, że tylko mnie się oddała. […]

      7 maja 1931. Dorka popełniła samobójstwo! Ja wiedziałem, że ona nie przetrzyma. Czytam w gazecie o tem i czytam nekrolog – i wcale nie przejmuje się, jakbym ja jej nie znał.[…] Czytam tę wzmiankę i nie czuję żadnego wyrzutu sumienia, ani politowania – jakby była zupełnie obca! Ostatni raz widziałem się z Dorką w ogrodzie.

      12 maja 1931. Wszystkie dziewczyny są lekkomyślne i łatwowierne! Byłem z Bronią w kinie. Gdy zgaszono światło, wziąłem jej rękę i wsadziłem ją sobie do kieszeni. Miałem dziurę w kieszeni i Bronia złapała od razu […]. Potem uwiesiła się na mojej szyi i zaczęła mnie całować. Już ja ją wychędożę!

      20 czerwca 1931. Poszedłem razem z bojówką komunistyczną do fabryki pudeł na Dzikiej i pobiliśmy łamistrajków. Przyszła policja i urządziła na nas obławę. Aresztowano 7 osób. Ja się wykręciłem, ale bałem się przez kilka dni wrócić do domu. Nocowałem u Szulema raz i dwa razy u Loni, a potem znowu u Szulema.

      30 czerwca 1931. Lonia wyjechała do Paryża. Przyszła mnie pożegnać i powiedziała, że będzie pisać listy. Ona jedzie do brata, który jest fabrykantem trykotaży i ma dom w Paryżu. […]

      25 lipca 1931. Bronia oddała mi się łatwo u siebie w mieszkaniu.

      2 sierpnia. Z Bronią prowadzę miłość.[…]

      31 sierpnia 1931. Od Loni otrzymałem list. Pisze, że nie może zapomnieć o mnie. Nawet nie odpowiem jej. […]

      2 marca 1932. Napisałem do Loni list, żeby mi przysłała papiery i pieniądze, to do niej pojadę i pobierzemy się.

     14 marca 1932. Byłem dziś na cmentarzu („szłojszem” po ojcu) i spotkałem matkę Dorki i rozmawiałem z nią. Powiedziała, że nie może zapomnieć o jej śmierci; i ze znaleziono list Dorki zaadresowany do mnie, gdzie pisze, że ona mnie jeszcze kocha i żebym o niej nie zapomniał nawet po jej śmierci. Byłem szczęśliwy, jak się już ta stara odczepiła ode mnie! […]

      24 marca. Otrzymałem od Loni 500 złotych (1500 franków) i myślę wyjechać do Paryża…

      Te pieniądze, które otrzymałem od Loni, wydałem na co innego i nie pojechałem do Paryża. Lonia przysłała mi ostry list, gdzie nazywa mnie „oszust i aferzysta”. Hebrajskiego uczyłem się przez cały rok i spodobał mi się. Bronia to naprawdę dobra dziewczyna. Prowadzę z nią dotychczas wolną miłość. Pracuję przy trykotarzu.

      Uffff! No i wreszcie! I teraz dwie jeszcze refleksje. Pierwsza to taka, że warto by było zadać sobie pytanie, po co nam to wszystko. W jaki sposób tego typu teksty mają nas wzbogacić? Otóż moim zdaniem one nas wzbogacają znacznie bardziej, niż 10 tysięcy antysemickich broszurek wydawanych, tu, tam i wszędzie. Oto mamy bezpośrednią relację z czasów, gdy owo pokolenie, które tak bardzo nam zalazło za skórę, się, że się tak wyrażę, dopiero hartowało. Mogę się oczywiście mylić, natomiast wydaje mi się, że tu właśnie możemy znaleźć nie jedną, nie dwie, ale wiele naprawdę odpowiedzi na dręczące nas pytania.

No i refleksja druga. Po ciężką cholerę organizacja tak z całą pewnością cwana, jak nowojorski Institute for Jewish Reasearch publikuje tekst tak w gruncie rzeczy antysemicki? Otóż mamy i na to pytanie odpowiedź, w dodatku udzieloną przez samych zainteresowanych we wstępie do wspomnień owego Heńka G. Otóż wedle relacji autorów tego opracowania, Heniek to absolutny wyjątek. Heniek to „człowiek pozbawiony idealistycznych złudzeń, który staczał się w stronę społecznego marginesu. [Heniek, choć trudno mu odmówić inteligencji] był zarazem prymitywny, niedojrzały emocjonalnie, brutalny, ogarnięty obsesją seksualną. […] Być może, że działalność w grupie komunistów (do której trafił w sposób raczej przypadkowy) uchroniła go przed całkowitym stoczeniem się do świata przestępczego, ale z drugiej strony nadała jego brutalnym zachowaniom ideologiczne uzasadnienie”.

      A zatem (niesamowite, prawda?) i tu dostajemy odpowiedź na każde nasze pytanie, na każdą naszą wątpliwość. Heniek to wyjątek. Można by wręcz powiedzieć, że klasyczny. Autentyczny klasyk. I to wszystko. Dziękuję.

      No i jeszcze jedna refleksja już dopisana dziś, w tym całym bałaganie, który nas otacza. Czy oni się wstydzą za Heńka? A cóż to za dziwny pomysł, żeby się wstydzić za Heńka? Wstyd jest taki niekoszerny.

 

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie można kupować moje książki. Zachęcam najszczerzej.

 



tagi: żydzi 

krzysztof-osiejuk
6 lutego 2018 10:22
9     1292    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Grzeralts @krzysztof-osiejuk
6 lutego 2018 10:48

To w ogóle jest świetna książka. Każdemu polecam.

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-osiejuk @valser 6 lutego 2018 11:34
6 lutego 2018 11:49

Nie. W tym wypadku mamy do czynienia z Bencjonem Segałem, szefem firmy Segon & Son.

zaloguj się by móc komentować

valser @krzysztof-osiejuk 6 lutego 2018 11:49
6 lutego 2018 12:21

Hyniek tak kochal Dorke, ze ja doprowadzil do samobojstwa. Taki romantyzm znaczy sie. Prawie jak u Szekspira.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @krzysztof-osiejuk
6 lutego 2018 12:32

Moim zdaniem, czegoś takiego nawet Szekspir by nie wymyślił. Mam na myśli całość.

zaloguj się by móc komentować

orjan @krzysztof-osiejuk
6 lutego 2018 12:33

Weźmy dla przykładu (tu losowy rzut okiem na mapę) Wieluń. W roku 1857 miał 3.817 mieszkańców, w tym 636 Żydów. Wkrótce, wg spisu na 1 stycznia 1893r. miał 5.795 mieszkańców, w tym 2.502 Żydów.

Gdyby w podobnym stopniu (x4) zwiększyła się liczba nieżydów, to Wieluń w dniu spisu w 1893r. powinien był liczyć jakieś 15.000 mieszkańców. A cóż to się zatem stać mogło przez te raptem niecałe 40 lat? Ten przyrost, to wyrzuceni z różnych ichnich Anatewek w Rosji.

Podobne zmiany wystąpiły w prawie każdym miasteczku na ziemiach polskich. Taka zmiana struktury populacji musiała zmienić wszystko, co wcześniej stanowiło, lub mogło stanowić o jakiejkolwiek szansie integracji. Skala tej zmiany była większa, niż na razie spowodowana obecnym "nachodźctwem" – dajmy na to – do Niemiec, gdzie zmiany będziemy z życzliwą ciekawością obserwować.

Piszę o tym dlatego, aby postawić pytanie, najpierw pomocnicze: czym, zważywszy też zmiany wywołane po drodze przez I Wojnę Światową, mógł realnie zająć się przeciętny Heniek G. wkrótce dorastający w 1929r. do „chędożenia” a jednocześnie do komunizmu i kto mu zgotował takie perspektywy?

Oraz pytanie docelowe z punktu widzenia obecnego zamieszania: Czy wydawcy owego dzieła „Ostatnie pokolenie: Autobiografie polskiej młodzieży żydowskiej okresu międzywojennego - ze zbiorów YIVO Institute for Jewish Research w Nowym Jorku” dokonali jakiejś analizy przyczyn, czy tylko udokumentowali polski antysemityzm?

Poproś Małgosię o taki risercz w treści tej lektury.

 

zaloguj się by móc komentować

mooj @krzysztof-osiejuk
6 lutego 2018 12:39

Kupiłem, czytałem, puściłem dalej.

Część z tych pamiętnikarskich wspomnieniowych prac pewnie jest kreacją. Komentarz jakimi zbiór jest okraszony to  (przynajmniej fragmentami) jest dopiero hagada! Jak jest opis nauczycielki (Polki moim zdaniem bez żadnych wątpliwości), która wspiera uczennicę Żydówkę do dalszej nauki - to musi być z dodatkiem "to pewnie nauczycielka (literatury! polskiego) w żydowskiej, "dodatkowej" szkole. Autorka opisu do zbioru potrafi sensownie mówić, ale z drukowanym już niestety gorzej

I jak Grzeralts: też polecam. 

zaloguj się by móc komentować

valser @orjan 6 lutego 2018 12:33
6 lutego 2018 15:38

takie niekontrolowane zastrzyki demograficzne sa mozliwe kiedy nie ma wlasnej organizacji panstwowej. Dzisiejszemi naplywowi imigranotw daleko jeszcze do wielunskich statystyk.

zaloguj się by móc komentować

orjan @valser 6 lutego 2018 15:38
6 lutego 2018 22:22

Popatrzmy teraz na ten Wieluń w dniu 1 września 1939r., gdy na około 11.000 mieszkańców mieszkało w nim około 4.800 Żydów. 

Wszyscy oni wymagali i zasługiwali na ratunek. Od niemowląt po starców. Nie bawiąc się jednak w obliczenia zbyt dokładne, stosunek potrzebujących pomocy do liczebności populacji, w której wyglądali ratunku okazywał się jak 1:1.

Czytałem zaś, choć nie potrafię od ręki podać źródła, iż dla udzielenia pomocy jednemu Żydowi potrzebny był wysiłek kilkunastu osób.

Dopiero na tle takich liczb dobrze widać tę przeznaczoną dla Polaków karę śmierci wymierzaną z niemieckim temperamentem i precyzją.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować