-

krzysztof-osiejuk : To ja

Czy Maryla Rodowicz zostanie dyrektorem do spraw rozrywki w TVP?

Jak część z nas może zauważyła, państwowa propaganda, nie dość, że od paru dni zamęcza nas festiwalem piosenki w Opolu, to jeszcze każe nam wierzyć, że oto właśnie dzięki owemu wydarzeniu, odzyskaliśmy wreszcie ową kulturę, która kiedyś przynosiła nam tyle radości, czy choćby zwykłego poczucia satysfakcji. Na pierwszy ogień poszła oczywiście Maryla Rodowicz z ukradzionymi  biednemu Laskowskiemu „Kolorowymi jarmarkami” i, na wypadek, gdyby ktoś uznał, że dzieje się coś niedobrego, na Twitterze oczywiście głos zabrał minister Patryk Jaki i ogłosił co następuje: „Na złość wszystkim, Opole2017 jest naprawdę świetne. W amfiteatrze rewelacyjna atmosfera. Hejt 3RP jak zwykle pomaga”. W tym samym czasie, niesławny „Sok z buraka” przypuścił bezkompromisowy atak na Marylę Rodowicz sugerując, że skoro piosenkarka właśnie postanowiła obchodzić swoje 50-lecie na pisowskiej imprezie, to powinna się już szykować do stulecia w burdelu.

      Proszę zwrócić uwagę na to, do czegośmy przez ostatnie lata doszli. Oto mamy kolejny tak zwany „Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu”, organizowany nieprzerwanie, Gomułka, Kiszczak, czy Tusk,  każdego lata od roku 1963, na estradzie, jak niemal rok w rok od 50 lat, pląsa Maryla Rodowicz, no i, tak jak to się działo przez wszystkie te lata, z jednej strony, zalewa ją fala bezprzykładnego uwielbienia, a z drugiej równie bezprzykładnego szyderstwa, tyle że nagle się okazuje, że hejterzy i wielbiciele, nie mrugnąwszy nagle okiem, zamienili się miejscami.

     A co z nami, zwykłymi obserwatorami tego, co się dzieje to tu to tam? Otóż my mamy swoje myśli, swoje wspomnienia i swoje refleksje dotyczące tego, jak krętymi scieżkami kroczy zwykłe ludzkie obłąkanie.  

       Kiedy piszę te refleksje przypomina mi się tekst, który napisałem jeszcze 6 lat temu, kiedy to z jednej strony żałowałem tego, co nam prawdopodobnie bezpowrotnie minęło, a z drugiej strony po ciuchu liczyłem na to, że jednak może stanie się cud. No i proszę sobie wyobrazić, że cud się stał, tyle że niestety w formie parodii. Jak zawsze. Rzućmy więc proszę okiem na tamte dawne myśli.

 

      Im dłużej człowiek obraca się w dzisiejszym, nowoczesnym świecie, tym częściej musi dochodzić do wniosku, że – tak jak to w popularnych dowcipach informowało Radio Erewań – lepiej już było. I to wcale niekoniecznie musi dotyczyć perspektywy osób reprezentujących pokolenie zstępujące, takich jak choćby autor tych słów, ale nawet ludzi znacznie młodszych, których dzieciństwo czy młodość przypadły na końcówkę PRL-u. Wiadomo oczywiście, że im kto starszy, tym większą ma skłonność do wspominania lat minionych, z pominięciem wszystkiego, co było w nich bolesne, czy choćby zaledwie niemiłe. Mam jednak wrażenie, że dzisiejsza Polska i w ogóle świat – oferując nam to co są w stanie zaoferować – tę tęsknotę wyłącznie wzmacniają. Nawet jeśli ma ona dotyczyć zaledwie końcówki lat 80-tych.

       Osobiście mam naprawdę dużo powodów, by lata przed rokiem 1990 wspominać z autentyczną sympatią. I zgadzam się, że część tych wspomnień  jest bardzo subiektywna, wynikająca z tego, że wszystko mi się już w mojej starej głowie wyrównuje, a przez to oczywiście zawsze narażona na wyśmianie. Ale też nie mam żadnych wątpliwości, że znaczna ich część, to coś naprawdę mocnego i wcale nie tak łatwego do zbicia w uczciwej dyskusji. Weźmy choćby kwestię czasu wolnego, a więc czasu, który można poświęcić na wszystko, czego człowiek sobie zażyczy. Jestem pewien, że każdy z nas, kto tamte czasy pamięta, przyzna bez dyskusji, że za PRL-u tego czasu było znacznie, ale to znacznie więcej. Pamiętam, jak ja i inni moi koledzy, kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, mieliśmy niekiedy w szkole okazję, czy to do narysowania, czy opisania na kartce w zeszycie, czy wreszcie do opowiedzenia własnymi słowami, jak to sobie wyobrażamy świat w roku 2000. I wspominam dziś, że w tych relacjach przede wszystkim zawsze wracała myśl, że w przyszłości nie będzie samochodów, pociągów, ani nawet samolotów, a zamiast tego ludzie będą podróżować takimi małymi rakietami. Ale również mieliśmy wtedy niemal pewność, że ponieważ pracę za ludzi przejmą maszyny, wówczas jeszcze zwane robotami – wtedy jeszcze o komputerach nie było nam nic wiadomo – przeciętny człowiek będzie pracował trzy, a maksymalnie cztery dni w tygodniu. Dziś, jak widzimy, cała ta prognoza wzięła w łeb, choćby z tego względu, że o rakietach w ogóle nie ma mowy, pociągi jeżdżą jeszcze wolniej niż wtedy, samochody stoją w korkach i poruszają się z prędkością od 0 do 15 km. na godzinę, a my pracujemy tak dużo i tak ciężko, jak nigdy dotąd. Do tego stopnia dużo i ciężko, że kiedy wreszcie przychodzi ten błogi moment bezczynności, to nie jesteśmy nawet w stanie myśleć, a co dopiero spędzać czas. Najwyżej w którymś z supermarketów.

      Ktoś powie, że to jest demagogia, bo w komunie, przez ów nieustanny brak wszystkiego, zaczynając od kolorowych pism, a kończąc na Internecie, człowiek nudził się jak pies, i już tylko wył o to, by wyjechać choć na chwilę za granicę i poczuć ową świadomość, jak miło może upływać czas. Tyle że jest to oczywista nieprawda. Jeśli idzie o mnie choćby, to jeszcze jako dziecko, czy już młody człowiek, oczywiście nie miałem żadnego powodu, żeby siedzieć do trzeciej nad ranem i zajmować się rozrywkami – o ile oczywiście nie pojechałem do swojego kolegi Karola do Bytomia, żeby z nim pić, gadać i słuchać muzyki – ale jakoś nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek narzekał na to, że jest mi nudno. A z pewnością nie robiłem tego częściej, niż zdarza mi się to dziś. Za to właśnie dziś rozmawiam ze swoim synem, który znów, po raz kolejny, zasnął po południu, wyrzucam mu tę dramatyczną stratę czasu, a on na to mi tłumaczy, że jego wszyscy znajomi śpią po południu. Dlaczego? Bo zwyczajnie tkwią w ciągłym niedospaniu. I o to właśnie tu chodzi. Ja chodzę spać po północy, bo szkoda mi wieczoru, a przy okazji życia, a oni śpią, ile razy chce im się spać.

      Gdy idzie o spędzanie czasu bowiem, życie w PRL-u, w porównaniu z tym, co mamy dziś, było zwyczajnie fascynujące i pełne różnorakich uciech, do których jakimś cudem nie był potrzebny ani telefon komórkowy, ani youtube, ani nawet pub w piątkowy wieczór. Ale, kiedy myślę o PRL-u, być może jeszcze mocniej, niż tę niezwykłą wręcz możliwość najpełniejszego spędzania wolnego czasu, odczuwam fakt, że ludzie którzy mnie otaczali, podobnie jak ludzie, których znalem wyłącznie z telewizji, czy z radia, w swojej większości robili intelektualnie znacznie lepsze wrażenie, niż to ma miejsce dziś. Oczywiście, i wtedy i dziś, pewien typ obywateli – na obu wymienionych poziomach – mógłby zostać określony zawsze i wyłącznie tym samym epitetem, czyli „dureń”, lub „agent”, no ale przecież nie mamy też żadnego powodu, by utrzymywać, że wtedy było pod tym względem gorzej. I durniów i agentów zawsze można było grabić jak jesienne liście. Czy wspomnimy tamtą panią z kasy biletowej na dworcu kolejowym w Radomiu, czy niejakiego Ubermana z Dziennika Telewizyjnego i zestawimy ich z kultowym już Andrzejem z Działdowa, czy Maciejem Knapikiem z TVN24, różnicy wielkiej nie znajdziemy, natomiast wystarczy porównać choćby Wojciecha Młynarskiego z tamtych czasów z Wojciechem Młynarskim dziś, by wiedzieć, co się z nami wszystkimi przez te wszystkie lata podziało.

       Myślę zresztą, że Wojciech Młynarski akurat jest tu w istocie świetnym przykładem. I to ze względu na to kim był wtedy i kim jest dziś, jako człowiek i artysta, ale również – a może przede wszystkim – ze względu na to, co się stało z tymi wszystkim, którzy kiedyś go cenili, a jego piosenki traktowali jak swój głos, a i dziś go cenią i uważają za jakiś tam autorytet. Aby móc bardziej dokładnie przekazać, o co mi chodzi, pozwolę sobie tu przypomnieć tekst piosenki Młynarskiego właśnie, zatytułowanej „Ballada o wronach”. Proszę posłuchać:

 

W berżeretkach, balladach, canzonach

Bardzo rzadko jest mowa o wronach,

A ja mam taki gust wypaczony,

Że lubię wrony...

 

Los im dolę zgotował nielekką:

Cienką gałąź i marne poletko,

Czarne toto i w ziemi się dłubie-

- a ja je lubię...

 

Gdy na polu ze śniegiem wiatr wyje,

Żadna wrona przez chwilę nie kryje,

Że dlatego na zimę zostają,

Że źle fruwają...

 

Ale wrona, czy młoda, czy stara,

Się do tego dorabiać nie stara

Manifestów ni ideologii -

i to ją zdobi...

 

Gdy rozdziawią dziób, wiedzą dokładnie,

Że ich głosy brzmią raczej nieładnie,

Lecz nie wstydzą się i nie tłumaczą,

Że brzydko kraczą...

 

I myśl w głowach nie świta im dzika,

By krakaniem udawać słowika,

By krakaniem nieść sobie pociechę -

i to jest w dechę!

 

Żadna wrona się także nie łudzi,

Że postawi ktoś stracha na ludzi,

Co na wrony i we dnie, i nocą

Czyhają z procą...

 

Wrony fruną z godnością nad rżyskiem,

Jakby dobrze im było z tym wszystkim,

I w tym właśnie zaznacza się wronia

Autoironia.

 

Nie udają słodyczy nieszczerze,

Mężnie trwają w swym szwarc-charakterze,

Nie składają w komorę zasobną,

Jak więcej dziobną,

 

Wiedzą, że, mimo wszystkie przemiany

Nie wyrosną na rżysku banany,

Nie zamienią się w kawior pędraki,

Bo układ taki...

 

       Przypominam sobie dziś ten tekst, czytam go po raz kolejny, i zastanawiam się, czy Młynarski byłby w stanie go napisać dziś. I czy gdyby jakimś cudem był to w stanie zrobić, to czy ułożyłby go tak, by to przesłanie brzmiało właśnie w taki sposób, w jaki brzmiało wtedy. Ale zastanawiam się nad czymś jeszcze. Czy gdyby dziś Wojciech Młynarski napisał ten tekst właśnie tak, zawierając w nim dokładnie tę myśl, która go zdobiła wówczas, czy nad nim zachwycaliby się autorzy „Szkła Kontaktowego”, tak jak się dziś zachwycają nad wierszami Młynarskiego o tym, że Jarosław Kaczyński to bałwan i drobny dyktator. Ale też zastanawiam się jeszcze nad czymś. Czy tym tekstem i tą piosenką, gdyby ją w ogóle byli w stanie zrozumieć i polubić, zachwycaliby się ci wszyscy, którzy, tak jak ja i moi znajomi z młodości wtedy, tworzą dziś tak zwaną młodą miejską inteligencję, I we wszystkich tych wypadkach, mam na to odpowiedź jedną – nie. Ani bowiem Wojciech Młynarski nie napisałby dziś takiej piosenki – bo raz, że by zrobić tego nie potrafił, a dwa, że by nie chciał – ani w Szkle Kontaktowym by jej nie wyemitowali, ze względu choćby na fragment o „mężnym trwaniu w swym szwarc-charakterze”, zwłaszcza w sytuacji, gdy prokuratura postanowiła jednak się zabrać za Antoniego Macierewicza na poważnie, ani też ci wszyscy, którzy uchodzą za koneserów sztuki wysokiej i ambitnej, by jej nie mieli ochoty słuchać, bo nawet gdyby zrozumieli jej przesłanie – a może zwłaszcza wtedy – wiedzieliby, że to nie jest to, na co czekali.

       Proszę spojrzeć uważnie na wspomniany przeze mnie tekst Wojciecha Młynarskiego z lat, kiedy on i jego słuchacze, byli jeszcze istotami rozumnymi. Proszę się w niego wsłuchać. Proszę spróbować się zastanowić, o czym on jest. I co on nam próbował powiedzieć wtedy, kiedy podobno nie byliśmy ludźmi wolnymi. I proszę wreszcie zauważyć, jak wiele się od tamtego czasu w Polsce musiało zmienić, by wszystko to, co wówczas, dla samego Młynarskiego i dla nas, stanowiło prawdziwą wartość, nagle stało się niepotrzebnym balastem. Bo tamte czasy, cokolwiek by o nich mówić, dawały nam wystarczająco dużo wolności – i to wolności prawdziwej – byśmy potrafili znaleźć w sobie wewnętrzną siłę, a na zewnątrz czas do tego, by myśleć, myśleć i myśleć. I to właśnie ta siła i ten czas pozwoliły nam zachować w sobie to człowieczeństwo, które następnie dało nam moc, by wszystko co wówczas było złe i fałszywe, odrzucić i stworzyć sobie szansę na lepsze. I niestety tę szansę zmarnowaliśmy. Jak najgorsze łachudry. Wstyd!

 

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i przypominam, że tylko do jutra do godziny 14 trwa akcja pod nazwą „Złotówka dla Toyahuja”. Szczegóły w notce na moim blogu sprzed paru dni.

 



tagi: prawo i sprawiedliwość  festiwal w opolu  maryla rodowicz 

krzysztof-osiejuk
17 września 2017 09:56
11     890    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @krzysztof-osiejuk
17 września 2017 13:23

Jaka niby tam nuda była w tym PRL-u.

Wystarczyło raz zajrzeć, bodaj choćby w samo południe,  do lokalu "Rybacka" na ulicy Brzeskiej w Warszawie (Praga Północ) i nałapało się tyle wrażeń, że wystarczało ich  na kolejny miesiąc.

zaloguj się by móc komentować


betacool @krzysztof-osiejuk
17 września 2017 17:05

Ja wczoraj zabrałem się do oglądania koncertu premier i odpadłem z tej stromej ściany na wysokości Trojanowskiej. Potem gdzieś na TVP Kultura trafiłem na koncert Sting i to z zupełnie mi nie znanymi utworami w muzycznie irlandzkich klimatach.

Oglądałem już do końca. Nie było tam błyszczących elektronicznych lamperii. Była muzyka. Ona nie zawsze mi się podobała, ale w każdym momencie była autentyczna.

Strasznie podłe zdanie mają o nas ci tv-macherzy, skoro faszerują nas taką sieczką jak to Opole. 

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @betacool 17 września 2017 17:05
17 września 2017 19:54

Ja nigdy tak mozno nie czułem sensu tego zdania: "Ciemny lud to kupi".

zaloguj się by móc komentować

betacool @krzysztof-osiejuk
17 września 2017 20:07

Chyba nadszedł czas, by nieco rozwinąć frazę na  "ciemny i głuchy".

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @krzysztof-osiejuk
17 września 2017 20:10

Bo tu nie chodzi o muzykę tylko o aspirowanie do elit. 

zaloguj się by móc komentować

Jacek-Jarecki @krzysztof-osiejuk
17 września 2017 20:37

Z polską piosenką jest jak z polskim boksem. Kiedyś mieliśmy bokserów, ale to, panie, jakieś amatory były. Teraz tryumfują zawodowcy, ale nie mamy bokserów. Cud, że jeden z drugim, sam sobie gęby nie rozkwasi. 

I tak przewaga tej ringowej nędzy, bo nikomu nie przyjdzie do głowy stawiać w narożniku tatusia posła Szczerby, a w piosence geriatryczne podrygi, to wedle promotorów, top topu. 

zaloguj się by móc komentować

onyx @Jacek-Jarecki 17 września 2017 20:37
17 września 2017 20:55

W boksie to jest tak, że na każdego znajdzie się silniejszy albo lepiej ustawiony ale walki się trafiają. Np. G. Proksa nie był faworytem, walczył na obcym niemieckim terenie a wyszła mu walka życia. Do czego to przyrównać w polskiej piosence?

https://www.youtube.com/watch?v=xTmaK-Rp9tI

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @onyx 17 września 2017 20:55
17 września 2017 21:36

Do "Panie Waldku, Pan się nie boi".

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Jacek-Jarecki 17 września 2017 20:37
18 września 2017 00:41

Ale to propaganda tylko. "Mieliśmy" !!! ???

Oni (nie my !) byli. Tyle.

zaloguj się by móc komentować

glicek @Jacek-Jarecki 17 września 2017 20:37
18 września 2017 01:06

a w piosence geriatryczne podrygi, to wedle promotorów, top topu.

Nie wiem jakbym się zachował ze śmiechu i zdziwienia gdyby w 1987 ktoś mi powiedział, że za 30 lat w 2017 królową popu w Polsce nadal będzie Maryla Rodowicz. W zasadzie gdyby nie to Urszula Sipińska i Elżbieta Dmoch z 2+1 wycofały się z szoł-bizu to też gdzieś tam byłyby niezniszczalne jak nie przymierzając Kombi, Lady Pank i Bajm. :)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować