-

krzysztof-osiejuk : To ja

Dominika, dziewczyna ratownika, czyli gdy szaleństwo zaczyna bulgotać

      Powiem zupełnie szczerze, że, wbrew pozorom, zamieszczając tu swój tekst o sprawie A-Tema, liczyłem przede wszystkim nie na wywołanie sensacji, lecz na to, że widząc co się dzieje, ów A-Tem we wszystkich swoich osobach się zamknie i się ode mnie raz na zawsze odpieprzy. Jak widać, choroba jest znacznie bardziej rozwinięta, niż można było podejrzewać, a jemu samemu zajęło pełne dwa dni, by sformułować jakąś w miarę, w jego rozumieniu, sensowną odpowiedź na to, co się stało. Oto ona:

      „I na koniec, jeszcze coś, domyślasz się już, co. Zdanie Dominiki (pani L.) o Tobie, chociaż emocjonalne, okazało się trafne. Piszę to z prawdziwą przykrością.
      Dokładnie pamiętam, co napisała o Tobie, na blogu, gdy wytrząsałeś się nad walczącym o posadę na rzeszowskiej uczelni Pawłem.
      Wolałbym, aby Dominika tu nie miała słuszności, zwłaszcza że już sama jest stąd daleko, z własnego wyboru. Wolałbym mieć przyjaciela. Stało się inaczej.
      Trudno, zerwałeś z tą miłą dziewczyną, uwielbiającą Ciebie, tak samo jak tym szaleństwem mieszania ‘wszystkiego ze wszystkim’, zerwałeś ze mną
”.

      Daję słowo, że w życiu bym nie wyciągał tu sprawy, którą w swoim szaleństwie poruszył A-Tem, ale ponieważ pojawiła się tu owa „miła, uwielbiająca mnie dziewczyna, z którą ja zerwałem” i część z nas może się poczuć skonfudowana, uważam, że przynajmniej im należy się bardziej bezpośrednie wyjaśnienie, z czym mamy do czynienia i nie mam już innego wyjścia, jak przejść do sedna.

      Otóż w pierwszej chwili, wbrew zapowiedziom A-Tem-a, kompletnie nie miałem pojęcia, o co chodzi ze wspomnianą Dominiką, ale po tym jak przeszukałem wszystkie zakamarki swojej pamięci, przypomniałem sobie jedyną Dominikę, o którą tu może chodzić – podkreślam, „może”, bo pewności wciąż mieć nie mogę. Otóż proszę sobie wyobrazić, że ja z A-Tem-em – a niech już będzie, że z Leszkiem Kensbokiem – rozmawiałem w życiu trzy razy. Pierwszy raz, kiedy najwidoczniej oszalał wspomniany Paweł, znany nam jako FYM, i Leszek zadzwonił do mnie, pytając, czy nie wiem, co z nim, a ja mu odpowiedziałem, że nie wiem. Trzeci raz, ostatnio, podczas wspomnianego spotkania w Bytomiu, ale dla nas dziś najciekawsze pozostaje spotkanie środkowe, kiedy to zadzwonił on do mnie i poprosił o radę. Sprawa polegała na tym, że on się zakochał w pewnej dziewczynie imieniem Dominika i chciałby się z nią ożenić, jednak ona, mimo pierwszych przyjaznych gestów kierowanych wobec Leszka, zerwała z nim wszelkie kontakty. Nie odpowiada na maile, nie reaguje na sms-y, nie odbiera telefonów, i Leszek jest rozbity. On jednak wciąż jest zdeterminowany, by nadal walczyć i ma taki plan, by bez ostrzeżenia przyjechać do niej do Polski, zapukać do jej drzwi i zapytać: „Is you is or is you ain’t my baby?” W tej sytuacji Leszek prosi mnie, bym mu doradził, co ma robić. Powiedziałem mu, że skoro ona nie chce z nim mieć nic wspólnego, powinien jej dać spokój. Trochę pogadaliśmy, w końcu on  mi podziękował, a w zamian za pomoc przysłał butelkę Laphroiga plus otwieracz do konserw, za który, tak na marginesie, jestem mu wdzięczny znacznie mniej niż za Laphroiga, i na tym sprawa się zakończyła.

      Dziś jak widzimy, w odpowiedzi na moją prośbę, by przestał mnie molestować, pisze Leszek Kensbok o… Dominice, która rzekomo mnie uwielbiała, a ja z nią zerwałem.

      Pisząc ten tekst, zajrzałem na blog wybitnego polskiego reżysera filmowego, Tomasza Gwińcińskiego, który zamykając dyskusję pod swoim tekstem dotyczącym moich podłości napisał co następuje:

      „Sorry, że nie komentuję, ale temat wydaje mi się wyczerpałem, wpisy Leszka obok chyba też stawiają kropkę nad i”.

      Oczywiście  już sam w sobie „Leszek” robi mocne wrażenie, ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że nie, nie stawiają. Kropka nad i została postawiona właśnie teraz.

 

Jak zawsze, zachęcam wszystkich do kupowania moich książek. To jest naprawdę lektura obowiązkowa. Tu: www.basnjakniedzwiedz.pl.

 



tagi: internet  szaleństwo  a-tem 

krzysztof-osiejuk
10 maja 2018 09:12
5     2652    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:

krzysztof-osiejuk @gabriel-maciejewski 10 maja 2018 09:16
10 maja 2018 09:19

No właśnie napisałem, że to jest kropka nad i. Co do reszty, jakie miałem wyjście skoro on wyskoczył z tą Dominiką, która mnie uwielbiała, a ja ją zdradziłem? Hę?

zaloguj się by móc komentować


DWiant @krzysztof-osiejuk
10 maja 2018 14:02

Ja zazwyczaj postepuje wedlug schematu ..... ze tak powiem nie ma sprzezenia i nie ma reakcji..... najlepiej ignorowac ( oczywiscie do pewnego krancowego momentu) a dokladniej ponizej:

-Pierwszy sposób polega na unikaniu „pierwszego kroku, niezaczepianiu nikogo, nieprowokowaniu, niezauważaniu istnienia określonych osobników. Sposób ten należał do repertuaru zachowania arystokratów (splendid isolation), do zaleceń dla dobrze wychowanych panienek („nie zawieraj przygodnych znajomości”), a często bywa stosowany przez obrażonych („nie rozmawiamy z sobą”).

-Drugi sposób polega na zatajaniu własnego postępowania przed określonymi osobami. Rodzice ukrywają osobiste życie przed dziećmi. Mąż ukrywa przed żoną, że idzie wieczorem na konferencję, która nie jest konferencją, lub że wyjeżdża służbowo z sekretarką, która dla niego jest nie tylko sekretarką. Rządzący dokładają starań, żeby o ich błędnych decyzjach nie dowiedział się ogół.

-Trzeci sposób polega na zmniejszaniu do zera reaktywności ludzi, których reakcje nie dają się opanować w inny sposób. Do tego celu zastosowano już wiele sposobów otępiania, z uśmiercaniem włącznie.

-Czwarty sposób polega na niedopuszczaniu do siebie bodźców będących niepożądanymi reakcjami innych ludzi. Można by stracić apetyt przy ucztowaniu widząc wlepiony w siebie wzrok głodomorów, toteż uprzywilejowani zawsze woleli trzymać się z dala od nieuprzywilejowanych, aby nie słyszeć ich narzekań i nie mącić sobie dobrego samopoczucia niepotrzebnymi wzruszeniami cudzą niedolą. Stąd właśnie skłonność uprzywilejowanych do osobnego zamieszkiwania w strzeżonych zamkach, pałacach i willach, do lokomocji w lektykach, karocach i limuzynach, oraz do uciszania niezadowolonych przez tłumienie protestów i demonstracji. Zastosowanie tego sposobu występuje też, gdy mąż nie reagujący na pretensje żony nawet nie słucha, co ona mówi, albo gdy urząd nie odpowiada na kierowane do niego zażalenia, bo wcale ich nie czyta. Jak w ludowym określeniu: „Mówił dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu”.

-Piąty sposób to własna niewrażliwość na reakcje innych, znieczulica („kamienne serce”), bezwstyd w uporze, że czarne jest białe, wbrew wszelkiej oczywistości („miedziane czoło”), brak poczucia elementarnej przyzwoitości.

Sposób ten służy również samoobronie słabych, czego tylu przykładów dostarczyło zobojętnienie męczenników na spotykający ich los. W życiu potocznym ludzie doznający przykrości od dokuczliwych kolegów, zwierzchników, sąsiadów spotykają się często z życzliwą radą przyjaciół, żeby się takimi postępkami nie przejmowali i nie zwracali na nie uwagi.

 

 

zaloguj się by móc komentować

sebom @DWiant 10 maja 2018 14:02
10 maja 2018 17:45

Dobrze, że napisał Pan ten komentarz, zapiszę sobię w notesie, przyda się w trudnych sytuacjach, tak w razie "w". Jak ktoś będzie fikał, wyciągam, czytam i punkt 5 np.: własna niewrażliwość  na reakcje innych itp... :)

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować