-

krzysztof-osiejuk : To ja

Nick Cave, czyli jak nie modlić się do Diabła

      Prawdę mówiąc, jeszcze chwilę temu nawet nie miałem świadomości, że przerwa, jaką wczoraj mieliśmy na tym blogu stanowiła z mojej strony wybryk zupełnie nie z tej ziemi, no bo spróbujmy może zgadnąć, kiedy ostatnio mieliśmy dzień bez kolejnej notki. Ja akurat tego nie pamiętam. No ale tak wyszło, że musiałem pojechać do Warszawy na koncert Nicka Cave’a, no a to musiało też spowodować to, że wczoraj rano nie było mnie na miejscu. Jestem jednak pewien, że nawet ta banda opętańców, która ostatnio nie potrafi zacząć dnia od obrzucenia mnie kolejnymi szyderstwami, jakoś sobie z tą szczególną sytuacją poradziła. A zatem zachowujemy dotychczasowy fason i głowę trzymamy  wysoko.

     Byłem więc na koncercie Nicka Cave’a w tej okropnej hali naprzeciwko stadionu Legii i muszę powiedzieć, że to czego doświadczyłem bije na głowę wszystko to, co miałem okazję widzieć w życiu, włącznie z tymi zupełnie najświeższymi prezentacjami, a więc zarówno P.J. Harvey, jak i Motorhead, Swans, czy nawet King Crimson. Myślę, że mogę nawet zaryzykowac swego rodzaju buźnierstwo i powiedzieć, że wczorajszy występ Nicka Cave’a był dla mnie czymś równie ważnym, co koncert Niebiesko-Czarnych, na który, będąc jeszcze paronastoletnim dzieckiem, udałem się ich osobistym autobusem, siedząc ramię w ramię obok perkusisty Tadusza Głuchowskiego. To co przeżyłem w miniony wtorek dorównywało rangą tamtemu doświadczeniu.

     A muszę powiedzieć, że ja doskonale wiedziałem, czego się mogę spodziewać. Artystyczne talenty Nicka Cave’a znam i podziwiam niemal od samego początku jego kariery, znam dosć dobrze kurs po jakim się owa kariera rozwija, miałem okazję oglądać na video wiele jego wystepów, poświęciłem mu nawet jeden z rozdziałów w mojej książce o piosenkach. A zatem jechałem do Warszawy w pełnym przekonaniu, że będzie dobrze i nie ma możliwości, by było inaczej. To jednak co tam się odbyło, przekroczyło wszelkie moje przewidywania, począwszy od programu, przez wykonanie, skończywszy na – a to, jak wiemy, potrafi być zmorą 90 procent koncertów – nagłośnieniu, które tak jak cała reszta było lepsze od wszystkiego, co poznałem wcześniej.

     No i to tyle, jeśli idzie o sam koncert. Teraz proponuję, byśmy sobie porozmawiali o Wierze, a więc przede wszystkim o tym, co papież Franciszek tak fanstastycznie wręcz opisał tym jednym prostym zdaniem, że kto się nie modli do Boga, ten się modli do Szatana. A więc też o tym, co dość delikatnie, i jednak, jak się okazuje, nie do końca jasno, zaakcentowałem w tekście w książce. I może na samym początku tych refleksji, chciałem bardzo stanowczo podkreślić, że ja nie mam bladego pojęcia, czy Nick Cave jest osobą wierzącą, czy nie. Wiem na pewno, że ma za sobą okres, kiedy to znajdował się w objęciach niemal osobowego Diabła i to wszystko. To wiem na pewno. Życie, jakie prowadził w czasach współpracy z zespołem Birthday Party i jakiś czas potem, ale też pewnie i owa niezwykła muzyka, którą tworzył, jeśli miała cokolwiek wspólnego z modlitwą do Boga, to wyłącznie prośbę o ratunek. A ponieważ ona mi się do dziś bardzo podoba, to chce wierzyć, że tak to własnie było. Oni wszyscy błagali o ratunek. A zatem, czy dziś Nick Cave to nawrócony chrześcijanin, czy zaledwie poważny biznesmen, tego nie wiem, bo on wszelkich tego typu deklaracji unika jak ognia, wiem natomiast, że to co prezentuje na scenie od kilku już dobrych lat, to muzyka ściśle religijna i to w sensie jak najbardziej pozytywnym. I to zobaczyłem z całą stachurowską jaskrawością przedwczoraj na warszawskim Torwarze.

     I jeszcze raz chcę to bardzo stanowczo podkreślić. Ja nie wiem, czy Nick Cave się w ogóle modli. Możliwe, że nie. Jednak sądząc po tym, co obserwuję od pewnego czasu i widziałem w miniony wtorek, on z całą pewnością nie modli się do Diabła. Co mam na myśli, przedstawię może na przykładzie, który, mam wrażenie, się tu już wcześniej pojawił. Otóż, jak niektórzy z nas pamiętają, w styczniu zeszłego roku ukazał się album Davida Bowie’go zatytułowany „Blackstar”, a parę dni po tym, Bowie zmarł. Posłuchałem tych piosenek raz, podobnie też raz obejrzałem powiązane z nimi video clipy i więcej nie dałem rady. Dlaczego? Dlatego, że się zwyczajnie przestraszyłem, że kolejna próba zaprowadzi mnie tam, gdzie ja się dostać bardzo nie chcę. Ostatnia płyta Davida Bowie, mimo że na absolutnie najwyższym artystycznym poziomie, to jest w rzeczywistości znana nam tu troszeczkę Kraina Grzybów. A ja tam nie zaglądam.

       Kto wie, ten wie, kto nie wie, niech posłucha. Otóż parę lat temu jedno z dzieci Nicka Cave’a zaćpało się i w efekcie tego poniosło tragiczną śmierć. Sam Nick Cave oczywiście przeżył to na tyle mocno, że na dłuższy czas zawiesił swoje artystyczne popisy, a kiedy już doszedł do siebie nagrał płytę pod tytułem „Skeleton Tree”, która, moim zdaniem, artystycznie – ale też, co niezwykle ważne, estetycznie – dorównuje temu, co wcześniej zrobił David Bowie, natomiast ja jej mogę słuchac w nieskończoność. To jest, jak mówię, w estetycznym wymiarze, dokładnie to samo, tyle że ja tym razem się tej muzyki nie boję. Tam jest oczywiście śmierć i nic więcej, ale nie ma Diabła. Warszawski koncert potwierdził to w pełni.

       No i jest jeszcze coś. Moim zdaniem, to co w tej chwili robi Nick Cave, to jest całkowicie naturalne przedłużenie tego, czego słuchaliśmy na początku lat 80-tych. Wczoraj była tu u mnie moja kochana synowa i ja jej puściłem jakiś stary bardzo występ The Birthday Party, a ona od razu powiedziała, że to jest przecież dokładnie to samo co Nick Cave prezentuje dzisiaj. A ja tylko dodam, że owszem, to jest to samo, tyle że tym razem całkowicie wyzwolone z mocy zła. Z tego co wiemy, paru naprawdę zdolnych kolegów Cave’a nie dało rady, on natomiast jest z nami dziś, trzyma nas mocno za rękę i jest na kursie i ścieżce. I wcale nie chodzi mi o jakieś nawrócenia, bo się na nich nie znam. Jeśli kogoś one interesują, niech sobie włączy telewizor i posłucha wywiadów z Cezarym Pazurą i Patrykiem Vegą. My tu się zajmujemy wyłącznie grzesznikami, takimi jak my sami.

       No i może na sam koniec popatrzmy sami, jak to wygląda.

 

A książki, wciąż i niezmiennie, są do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl.

     



tagi: wiara  diabeł  nick cave 

krzysztof-osiejuk
26 października 2017 09:01
11     764    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Grzeralts @krzysztof-osiejuk
26 października 2017 11:02

Nigdy nie lubiłem i nie lubię twórczości Nicka. Ale masz rację.

zaloguj się by móc komentować

przemsa @Grzeralts 26 października 2017 11:02
26 października 2017 14:44

Mogę się pod tym podpisać, ale Krzysiek tak fajnie to napisał, że aż mnie kusi, żeby jednak posłuchać Nicka...

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @krzysztof-osiejuk
26 października 2017 15:51

Oglądał Pan ten film?
Zwiastun:

 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @przemsa 26 października 2017 14:44
26 października 2017 17:25

Spróbuj, a nuż Ci podpasuje? 

zaloguj się by móc komentować

ApesCornelius @krzysztof-osiejuk
26 października 2017 18:49

Trochę nie w moim typie jest muzyka Nick Cave, ale to co mnie przeraża to jest "Carmina Burana" Carla Orffa i związana z nią historia.

https://youtu.be/N4z2Ey4PYT4

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-osiejuk @Kuldahrus 26 października 2017 15:51
26 października 2017 20:02

Nie widziałem, ale obejrzę.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @ApesCornelius 26 października 2017 18:49
26 października 2017 20:10

Orff to już klasyk popu. Ja wiem, że jego lubią wykorzystywać heavy metalowcy, ale z tego co wiem, to był hymn na cześć  nazizmu. Tylko tyle i aż tyle.

zaloguj się by móc komentować


Marcin-Maciej @krzysztof-osiejuk
26 października 2017 22:59

Często puszczają Orffa w angielskim Classic FM równiutko w samo południe. 

Nicka Cave znam słabo a nawet wcale oprócz tej jednej piosenki z Kylie, ale już nadrabiam zaległości. 

zaloguj się by móc komentować

Gumtryk @krzysztof-osiejuk
27 października 2017 02:49

Zdaje się, że byliśmy na tym samym koncercie:)

Jak dla mnie najlepszy koncert na jakim byłem. Te prawie dwie i pół godziny samego koncertu i jeszcze godzina czekania na samej płycie (żeby nie stać pod drzwiami) - jak mgnienie. Były wszystkie utwory na jakich mi zależało plus w zasadzie cały nowy album. Jeśli kiedykolwiek Cave będzie jeszcze w Polsce to na pewno spróbuję na jego koncert pójść.

pozdrawiam Pana serdecznie.

PS. Film ściśle związany z nowym albumem (wersja po angielsku) https://promovies.org/2016/one-more-time-with-feeling/

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować