-

krzysztof-osiejuk : To ja

O niezwykłej przyjaźni brytyjskiego żeglarza z japońskim szogunem, część 2

Kontynuując wczorajsze refleksje na temat prześladowań chrześcijan przez XVII-wieczną Japonię, dziś przedstawiam ich część drugą, w której oto właśnie pojawił się słynny Will Adams, wierny sługa Króla Jakuba. Polecam.          

 

     Oto zainteresowany współpracą z Holendrami, którzy w tym czasie pozostawali w sojuszu z Anglikami, jako protestanci równie gorliwie walcząc z Hiszpanami, 34-letni Adams wyruszył z holenderskiej wyspy Texel na Daleki Wschód, jako pracownik Voorcompagnie, poprzednika słynnej Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Oryginalnie, misja zaplanowana była tak, by dotrzeć do zachodniego wybrzeża Południowej Ameryki, tam zdołać wymienić ładunek na srebro, a już dalej do Japonii płynąć tylko w przypadku, gdy pierwsza misja się nie powiedzie i pozostanie liczyć na to, że uda się zdobyć srebro w Japonii, a następnie, przed powrotem do Europy, udać się na Wyspy Korzenne i tam kupić za nie przyprawy.

      Niestety, podczas przeprawy przez Cieśninę Magellana, pokonane przez pogodę i zmęczenie, dwa z pięciu statków zostały zmuszone, by wraz z 36 marynarzami na pokładzie, wrócić do Holandii. Pozostałe trzy kontynuowały wyprawę, jednak i tu dalsza podróż zdziesiątkowała podróżników i ostatecznie do Japonii, po 19 miesiącach morskiej udręki, w kwietniu 1600 roku, dotarł tylko jeden statek o nazwie „Liefde”, z dwudziestoma umierającymi z wyczerpania i z chorób marynarzami, w tym z Adamsem.

      Statek został przejęty, a zmordowana załoga, na rozkaz Szoguna Leyasu Tokugawy, uwięziona w miejscowej twierdzy. Trudno powiedzieć, jak doszło do tego, że Adams zdołał wzbudzić zainteresowanie swoją osobą, tak się jednak stało, że w maju i w czerwcu 1600 roku Adams spotykał się z Tokugawą w Osace trzykrotnie. Faktem jest też, że jego elokwencja, erudycja, a przede wszystkim wiedza związana z budową statków, oraz umiejętności matematyczne zaimponowały Leyasu. Oto jak Adams wspomina tamte chwile:

      „Kiedy stanąłem przed królem, od razu wiedziałem, że patrzy na mnie przychylnie. Z tego co do mnie mówił, część zrozumiałem, część nie, jednak po chwili zjawił się ktoś, kto potrafił mówić po portugalsku i korzystając z jego pomocy, król zapytał mnie, skąd przybywamy i co nas skłoniło do tak dalekiej podróży. Powiedziałem mu, że przybywamy z Holandii, że od dawna staramy się nawiązać współpracę z krajami wschodniej Azji, tak by dostarczać im towary, których one nie mają, a my owszem. Wtedy zapytał mnie, czy jesteśmy z kimkolwiek w stanie wojny, na co ja mu odpowiedziałem, że owszem, z Hiszpanią i Portugalią, natomiast z innymi krajami żyjemy w pokoju. Następnie zapytał mnie, w co wierzę, a ja mu odpowiedziałem, że w Boga, który stworzył Niebo i Ziemię. A on dalej zadawał mi pytania, jak na przykład, jaką drogą przypłynęliśmy do Japonii. Pokazałem mu cały szlak na mapie, on nie chciał mi uwierzyć, że dokonaliśmy takiego wyczynu i tak przegadaliśmy do nocy”.

     Już niedługo pojawił się kolejny gest ze strony Tokugawy i zapewnienie Adamsa, że jego osoba jest mile widziana w jego pałacu w każdej chwili, a Szogun „ma nadzieję, iż będzie go mógł wówczas spotkać osobiście”.

      Oto jak Adams już wkrótce opisywał życie, jakie prowadził na dworze Szoguna: „Za swoją służbę, którą wykonywałem i wykonuje każdego dnia dla Cesarza, mam zagwarantowane pełne utrzymanie [...]. Mam też majątek w Hemi, z 90 oddanymi mi do dyspozycji służącymi, który przynosi mi roczny dochód 250 koku, a trzeba wam wiedzieć, że za jedno koku można przez cały rok żywić jedną osobę […]. Jak widać, Bóg ulitował się nade mną za owe miesiące nieszczęść biedy”.

       Przez cały okres pobytu Adamsa w Japonii, równocześnie z jego stale i szybko rosnącą pozycją na dworze Szoguna, między nim, a więc przede wszystkim protestantem, a tradycyjnie tam stacjonującymi hiszpańskimi i portugalskimi jezuitami trwał nieustanny konflikt. Jezuici, jako ludzie inteligentni i spostrzegawczy, widzieli, że wraz z rosnącym statusem Adamsa ich misja staje się coraz bardziej zagrożona, więc w pierwszym momencie próbowali go po prostu nawrócić, a następnie, widząc, że tą droga nic nie wskórają, wbrew stanowczemu zakazowi Szoguna opuszczania Japonii, wywieźć go w tajemnicy na portugalskim statku. Owa determinacja by skutecznie pozbyć się Adamsa z otoczenia Szoguna, być może najbardziej widoczna w liście, jaki skierowali do samego papieża, wskazywała oczywiście na ich strach przed jego wpływami, które musiały w końcu doprowadzić do tego, że Szogun zacznie ich traktować jako zło, które należy zniszczyć, ale jeszcze bardziej podkreślała moc owych wpływów, które faktycznie w pewnym momencie były wręcz nienaturalnie duże. Jezuici zresztą mieli też wszelkie prawo niepokoić się sytuacją, jako że już wiele lat wcześniej, w innych częściach kraju dochodziło do ciężkich prześladowań japońskich katolików, choćby wspomniane na początku tej opowieści ukrzyżowanie 26 męczenników z Nagasaki. No i faktycznie w roku 1614 intrygi prowadzone przez Adamsa doprowadziły do tego, że Szogun ostatecznie wydalił portugalskich misjonarzy, żądając jednocześnie od żyjących od podległych sobie, a posłusznych papieżowi obywateli, by wyparli się swojej wiary, i w ten sposób rozpoczynając wielką falę okrutnych prześladowań. To wtedy właśnie zarządzono zburzenie wszystkich pozostałych w Japonii kościołów. We wrześniu 1622 roku zostało spalonych na stosie 25 katolików, w tym 9 jezuitów, 6 dominikanów oraz 4 franciszkanów. Przed swoją egzekucją wszyscy oni musieli być świadkami ścięcia ok. 30 innych pobożnych ludzi. Przebywający w tym samym czasie w Japonii angielski żeglarz, jednocześnie bliski przyjaciel i partner biznesowy, Adamsa, Richard Cocks, widział w Kioto „55 chrześcijan umęczonych podczas jednej egzekucji, między innymi pięcio- i sześcioletnie dzieci, płonące na stosie w ramionach swoich matek i krzyczące ‘Jezu, przyjmij nasze dusze!’”. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że już po śmierci Szoguna, to nie kto inny jak Cocks poszedł razem z Adamsem w odwiedziny do japońskiego admirała Mukai Shogena Tadakatsu, który mieszkał w pobliżu rezydencji Adamsa, by omówić z nim plany inwazji na katolickie Filipiny, należy podejrzewać, że on o tych płonących dzieciach opowiadał bardziej z satysfakcją w oku, niż smutkiem. Jak głosi zresztą zapisana historia, to właśnie angielscy kupcy doradzili Szogunowi, który sam o Jezusie wiedział mało, lub bardzo niewiele, że najlepszym sposobem na łamanie kręgosłupów katolikom będzie zmuszanie ich torturami do podeptania krzyża.

      Adams zmarł w Hirado, na północ od Nagasaki, 16 maja 1620 roku w wieku 55 lat. Pochowany został w Nagasaki i to tam można dziś jeszcze zobaczyć tablicę z jego nazwiskiem. Japończycy od samego początku robili wszystko, by pamięć o Adamsie trwała. Ponieważ Adams miał tam dom, Edo, a więc dziś dzielnica Tokio znana jako Nihonbashi, otrzymała po jego śmierci nazwę Anji-chō. Tam też jest on uroczyście wspominany 15 czerwca każdego roku. Wioska i stacja kolejowa w miejscowości o nazwie Anjinzuka, gdzie miał kolejny majątek i gdzie dziś wznosi się miasto Yokosuka, również zostały nazwane na cześć Adamsa. Każdego roku, 10 sierpnia, w mieście Itō organizowany jest festiwal o nazwie Miura Anjin, tak by upamiętnić zasługi jakie dla Japonii miał William Adams. Tam też wzniesiono jego pomnik. Obok pomnika znajduje się tablica z wygrawerowanym wierszem autorstwa niejakiego Edmunda Blundena pod tytułem „Do mieszkańców Ito”. W rodzinnym mieście Adamsa, Gillingham, każdego roku we wrześniu odbywa się tak zwany Will Adams Festival. Tam też, na Walting Street znajduje się pomnik Adamsa, odsłonięty w roku 1934 przez ambasadora Japonii, Tsuneo Matssudaira.

      Dziś czasy są już inne, więc ani Brytyjczycy nie organizują rzezi katolickich misjonarzy, ani też japońskie władze nie widzą powodu, by walczyć z zamieszkującymi Japonię wyznawcami Chrystusa. Zarówno Londyn, jak i Tokio, należą do stolic świata cywilizowanego, a jeśli gdzieś wciąż dochodzi do szyderczych ukrzyżowań bohaterskich księży, to w bardziej dzikich rejonach świata i nawet jeśli Korona i Cesarz mają tam coś do powiedzenia, to jest to temat na zupełnie oddzielną historię.

 

 

 

Zachęcam wszystkich do odwiedzania księgarni pod adresem www.basnjakniedziwedz.pl, gdzie poza wspomnianym numerem „Szkoły Nawigatorów”, z którego pochodzi powyższy tekst, są do kupienia i moje książki. 



tagi: japonia  william adams  japońscy męczennicy 

krzysztof-osiejuk
5 stycznia 2018 09:54
1     457    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Grzeralts @krzysztof-osiejuk
5 stycznia 2018 11:48

Swoją drogą w zamku Himeji, gdzie kręcono serial z Chamberlainem miejscowi byli zdziwieni naszymi okrzykami, bo im ten akurat zamek z Anjin'em nijak się nue kojarzył.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować