-

krzysztof-osiejuk : To ja

O podstarzałych raperach i kulturze brzydkich słów

      Wspominałem już o tym swego czasu, ale przypomnę. Otóż pewnego dnia, udzielając jednego z licznych wywiadów, popularny aktor komediowy Cezary Pazura wyraził pretensje pod adresem polskiej obyczajowości, że on w swoich występach kabaretowych, w odróżnieniu od brytyjskich, czy amerykańskich komików, nie może używac takich słów jak „kurwa”, „jebać”, „chuj”, czy „pizda”. Zdaniem Pazury, gdyby jego teksty uwolnić od owej krępującej cenzury, każdy kolejny prezentowany przez niego stand up byłby znacznie zabawniejszy od poprzedniego, a przez to lepszy.

       Wbrew temu, co można by pomyśleć, ja się z jego stanowiskiem zgadzam. Wprawdzie nie sądzę, żeby to co on pokazuje swojej publicznosci, stałoby się dzięki owym „kurwom” lepsze, bo nawet w amerykańskich    kabaretach chodzi jednak o coś więcej, niż o ów słynny „fuck”, natomiast, przyznaje, że byłoby zdecydowanie śmieszniej.  Ale to jednak też nie dlatego, że dzięki użyciu brzydkich wyrazów opowiadane przez Pazurę historie stałyby się zabawniejsze. Nie. One byłyby nadal tak samo nieśmieszne jak wcześniej, tyle że po każdej „kurwie”, publiczność z pewnością głośniej i żywiej by się śmiała. Tak jak po każdym „fucku” głośniej i żywiej śmieją się widzowie za oceanem.

      Czemu tak? Powiem szczerze że tego nie do końca rozumiem, moim bowiem zdaniem, wszystkie te fragmenty, gdzie taki na przykład C.K. Louis zaczyna opowiadać o kopulowaniu, są zdecydowanie słabsze. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na coś, co jest moim zdaniem warte refleksji. Może zacznę od bardzo świeżego przykładu. Otóż oglądałem wczoraj pojedynek tenisowy Amerykanki CoCo Vandeweghe z Czeszką Pliskovą, w pewnym momencie CoCo zmarnowała piłkę i wyrzuciła z siebie ów słynny „fuck”. Relacjonująca spotkanie komentatorka natychmiast ów ruch warg odczytała i strasznie ją to rozbawiło. Dlaczego? No bo CoCo rzuciła „kurwą”. Tymczasem sprawa polega na tym, że ona wcale nie rzuciła „kurwą”, ale amerykańskim „fuckiem”, który w tamtej kulturze i języku nie jest niczym bulwersującym. Swoją drogą pomyślmy tylko, co byśmy sobie o niej pomyśleli, gdyby to nasza Radwańska w pewnym momencie publicznie rzuciła „Kurwa mać!”. Nie „fuck”, ale nasze polskie „kurwa mać”. No co? Oczywiście, podobnie jak u nas, tam też są ludzie, którzy brzydkich słów nie używają, jednak tamtejsza przestrzeń publiczna toleruje je jak najbardziej, i to z bez porównania większym zrozumieniem, niż ma to miejsce u nas. Czemu tak jest, również nie wiem, ale fakt jest faktem i kropka. Jeśli w którymś z amerykańskich filmów ktoś krzyknie „What the fuck?”, ów okrzyk zniknie w całym szeregu innych kwestii, jeśli jednak w którymś z polskich filmów pojawi się analogiczne „Co jest, kurwa?”, publiczność będzie miała naprawdę zabawę. Dlatego też prawdopodobnie, tak często do tego typu zagrań ucieka się najbardziej ostatnio rozchwytywany reżyser Patryk Vega. On świetnie wie, co można najszybciej sprzedać „ciemnemu ludowi”. I tego prawdopodobnie tak bardzo zazdrości Vedze aktor Pazura –  że tamtemu wolno, a jemu, póki co, nie.

     Czemu dziś o tym piszę? Otóż, jak się okazuje, podczas ostatniego Przystanku Woodstock, jego pierwszy animator Jerzy Owsiak wszedł na scenę i wykrzyczał w stronę publiczności swój tradycyjny protest przeciwko  rządom Prawa i Sprawiedliwości, tyle że swój występ ubarwił słowami, który są w Polsce powszechnie uważane za wulgarne. Ponieważ, jak wiemy, publiczność festiwalu to głównie dzieci, w dodatku podczas urządzonej przez Owsiaka demonstracji na scenie również znajdowały się dzieci, miejscowa policja postanowiła Owsiaka zgłosić do prokuratury i wygląda na to, że przyjdzie mu za ów brak opanowania zapłacić.

      Oczywiście niemal wszystkie media sprawę potraktowały jako atak na wolność ekspresji, a sam Owsiak powiedział co następuje:

      „To mój rap, moja improwizacja, w której padają słowa niecenzuralne. Ale one w tym zakresie są absolutnie, od początku do końca, wytworem artystycznym, są podkreśleniem pewnym moich emocji, z czym się zwracamy do publiczności. W moim wykonaniu słowa te mają moc przekazu, mają swoją poezję oraz element rapu, w którym mówimy o wielu sprawach i oceniamy je bardzo emocjonalnie, ale w sposób artystyczny”.

     Zanim zacząłem pisać ten tekst trafiłem w sieci na ów owsiakowy „rap”, jednak od razu musze powiedzieć, że to jest coś tak żałosnego, że ja nie mam sumienia tego tu wkleić choćby w postaci linku. Oto mamy starszego, dziś już 64 letniego pana z brzuszkiem, oraz w różowej bejsbolówce, który się trzymając na nogach, wymachuje bez sensu rękami i z cieżką chrypką wyrzuca z siebie jakieś żałosne, przetykane bez sensu owymi „kurwami” polityczne frazesy… i my teraz nagle mamy to potraktować jako rap? Przepraszam bardzo, ale on powinien iść siedzieć już za samą tego typu sugestię.

      No ale, jak wiemy, nie w tym rzecz. Chodzi o te „kurwy”. Otóż ja biorę pod uwagę taką ewentualność, że piosenkarka Chylińska – swoją drogą, ciekawe, czy ona wciąż jeszcze śpiewa – podczas któregoś ze swoich występów rzuci nagle coś w rodzaju: „Jesteście, kurwa, zajebiści”. Poza Chylińska jednak, tego rodzaju ekscesów oczekiwać tu na tej scenie chyba nie można. Czy to weźmiemy jakieś Lady Pank, Perfect, Kazik, czy też któryś z owych całkiem nowych hip-hopowych projektów typu Taco Hemingway, tam na ogół idzie wszystko na czysto. Dlaczego? Raz że nie wypada, a dwa, że nawet polscy muzycy rockowi wiedzą, że gdyby oni nagle zaczęli się uciekać do czegoś tak niskiego, by nagle zacząć spiewać: „Hej, kurwa, jak tam, się, kurwa, czujecie?” zostaliby przez publiczność wyśmiani. Owsiak tymczasem posłuchał paru murzyńskich raperów i uznał, że to jest kultura, na której on powinien się wzorować. A nie zapominajmy najważniejszego. Owsiak akurat nie jest rockowym artystą. On jest bardzo mocno zaangażowanym przeciwko obecnej władzy politykiem.  Powinien wiedzieć, że to co być może wypada wspomnianej wcześniej Chylińskiej, komuś takiemu jak on, czy poseł Budka, już nie. Tak naprawdę, poza Chylińską, tego typu zachowanie nie jest tolerowane nigdzie. Gdybym ja na przykład założył czerwone spodnie, zieloną bluzę, wyszedł na ulicę i zaczął krzyczec, że „niech mi tu, kurwa, jakiś Timmermans nie mówi, jak mam, kurwa, żyć, bo jak mu, kurwa, przyjebię, to się zesra”, nawet Wiadomości TVP by mi nie pomogły. Nawet gdybym się zaczął tłumaczyć, że to przez to, że ja jestem hip i cool.

 

Zachęcam wszystkich do odwiedzania księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie są do kupienia nasze książki. Książki najlepsze.

    

 



tagi: kultura  jerzy owsiak  przystanek woodstock 

krzysztof-osiejuk
7 września 2017 10:04
22     817    7 zaloguj sie by polubić
komentarze:
glicek @krzysztof-osiejuk
7 września 2017 11:29

piosenkarka Chylińska – swoją drogą, ciekawe, czy ona wciąż jeszcze śpiewa

Śpiewa, śpiewa (można to chyba tak określić...) nie tylko kołysanki trójce swoich dzieci, ale też na scenie. Oczywiście rzuca k..wami, no bo czemu nie?

https://www.youtube.com/watch?v=yYAE2xcZ_1E

No i ma tatuaże, dużo dużo tatuaży. Coraz więcej zresztą.

https://www.youtube.com/watch?v=IrH_7r53EKY&list=RDIrH_7r53EKY

Może gdyby Juras schudł jak Chylińska i zrobił sobie trochę widocznych tatuaży wyszedłby lepiej na tej scenie? :)

 

Oto mamy starszego, dziś już 64 letniego pana z brzuszkiem, oraz w różowej bejsbolówce, który się trzymając na nogach, wymachuje bez sensu rękami i z cieżką chrypką wyrzuca z siebie jakieś żałosne, przetykane bez sensu owymi „kurwami” polityczne frazesy…

W popkulturze anglosaskiej (chyba nie ma innej liczącej się?) jedną z klisz mających za zadanie "wyśmiać albo poniżyć" jest ubranie starych puszystych ludzi w młodzieżowe ciuchy i wtłoczenie ich w typowe młodzieżowe role żeby naśladowali nastolaków np. niech rapują albo robią za DJów za konsoletą, skreczują płytami. Chociaż tutaj jest to pokazane z większym wdziękiem

https://www.youtube.com/watch?v=qLrnkK2YEcE

 

PS: Tatuaże ma już (albo dopiero...) 8% Polaków.

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/cbos-8-proc-polakow-ma-tatuaz-najczesciej-w-gornych-partiach-ciala

zaloguj się by móc komentować

betacool @krzysztof-osiejuk
7 września 2017 11:37

Ale jakbyś tak z nienacka pokrzyczał pełen rok na Kaczyńskiego i Orbana, to by Cię ku..... wyłowili niezwłocznie, Kuźniar dał by Ci się przejechać autkiem, a potem kto wie, czy kropki nad i byś z Moniką nie stawiał...

Tyle, że ja wiem, że czerwonych spodni tak nie cierpisz, że nigdy ku.... na to nie pójdziesz.

zaloguj się by móc komentować

onyx @krzysztof-osiejuk
7 września 2017 14:38

Wszystkiego najlepszego ;)

Widzieć jak ta cała III RP pogrąża się w odchłani którą stworzyła to największy sukces dobrej zmiany.

zaloguj się by móc komentować

orjan @krzysztof-osiejuk
7 września 2017 14:40

W kwestii różnicy między okrzykami „What the fuck?”, a „Co jest, kurwa?”, najlepiej oddać głos wieszczowi Cz. Miłoszowi, gdy porówawczo, na przykładach wykłada rosyjsko polską intuicję językową:

[...] pewne ćwiczenie, jakie uprawiałem, kryje w sobie wiele znaczeń. Należało wciągnąć powierze i głębokim basem wymówić: »Wyryta zastupom jama głubokaja«, następnie szybko zaszczebiotać tenorkiem: »Wykopana szpadlem jama głęboka«. Układ akcentów i samogłosek w pierwszym to ponurość, ciemność i siła, w drugim lekkość, jasność i słabość."

 

Czyż nie podobnie jest z prostackim, a napinającym WTF  w porównaniu do k*  szczebiotliwie wyskakującej a odprężającej (fr.: détente) ?

 

===========

Cytuję z pamięci. Chyba z "Rozdzinnej Europy", ale kiedyś komuś pożyczyłem egzemplarz ...

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @glicek 7 września 2017 11:29
7 września 2017 14:52

8 procent? To zdecydowanie mniej niz sobie wyobrażałem. Ale to pewnie przez to, że mieszkam w mieście.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @glicek 7 września 2017 11:29
7 września 2017 14:54

Swoją drogą, jakaż ona jest słaba.

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-osiejuk @orjan 7 września 2017 14:40
7 września 2017 14:56

Widzisz, jakie to wszystko ciekawe? A ten kretyn uważa, że wystarczy rzucic kurwą i szafa gra.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @krzysztof-osiejuk
7 września 2017 15:18

Wszystkiego najlepszego!

zaloguj się by móc komentować

orjan @krzysztof-osiejuk 7 września 2017 14:56
7 września 2017 15:53

Tu przydałby się jakiś polonista ze skazą Szkoły Nawigatorów. Mnie na ten przykład coś kołacze w długim życiem rozkołatanej pamięci (Onyx pewnie powie: "styki się grzeją"), że Miłosz pomysł takiej intuicji językoznawczej chwycił od samego A. Mickiewicza.

W każdym jednak razie, ile razy we wspólnych akcjach ja odprężałem się przy którymś Anglosasie, to nieodmiennie przechodzili na język polski. Jest tu więc duuuża potencja kulturowej ekspansji i - masz słuszną rację - językoznawstwo nie jest dla kretynów. Wystarczy im brak polotu zszywany byle czym.

========

Jak się który(a) wczepi w "słuszną rację", to nie ręczę za siebie!

 

 

zaloguj się by móc komentować

orjan @krzysztof-osiejuk 7 września 2017 14:56
7 września 2017 15:59

Tak a propos, zrobiłem przy okazji remanent i niczym więcej A. Miłosz mnie nie ubogacił. Tylko tym językowym grepsem.

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @krzysztof-osiejuk
7 września 2017 16:35

To mój rap, moja improwizacja,..."

Coraz lepiej. Janda dziękuje psom za wsparcie dla KODu, Jurek mówi, że rapuje, czekamy na więcej.

 

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!

zaloguj się by móc komentować

glicek @krzysztof-osiejuk 7 września 2017 14:54
7 września 2017 16:40

Swoją drogą, jakaż ona jest słaba.

Nie słuchałem jej nigdy na żywo, ale też byłem zaskoczony, że ona nie śpiewa tylko właściwie wydobywa dźwięki stękające.

Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @krzysztof-osiejuk
7 września 2017 19:23

Wszystkiego dobrego, najlepsze życzenia.

Bardzo dobra notka. Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

onyx @krzysztof-osiejuk 7 września 2017 14:54
8 września 2017 00:01

Ona już w ONA była słaba ale wtedy to była jakaś nowość i niektóre kawałki w tłoku uszły a teraz to tylko drzwi skrzypią w trakcie discopolowej imprezy.

https://www.youtube.com/watch?v=dK25URONiio

 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @onyx 7 września 2017 14:38
8 września 2017 00:32

Czesć!

Bardzo Ci dziękuję. Za wszystko.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @parasolnikov 7 września 2017 15:18
8 września 2017 00:33

Dziękuje. Wszystkiego dobrego Tobie, bo czemu nie?

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-osiejuk @Kuldahrus 7 września 2017 16:35
8 września 2017 00:36

Dzięki wielkie. Jakoś ciągniemy.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @Marcin-Maciej 7 września 2017 19:23
8 września 2017 00:37

Bardzo mi miło, zwłaszcza że chyba nie mieliśmy dotychczas przyjemności.

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @krzysztof-osiejuk
10 września 2017 18:29

Szanowny Panie Krzysztofie.

Czytając Pański ostatni wpis na temat przeklinania na scenie (czy też zemszczenia, jak się mówiło w mojej rodzinie), przypomniała mi się taka historia z dzieciństwa. Otóż pochodzę z rodziny, gdzie obaj moi Dziadkowie byli robotnikami, ale jak to się mówi „przedwojennymi”. I jak to w wielopokoleniowych rodzinach robotniczych było, po pracy mój Dziadek z moim Ojcem oraz wujem i jeszcze jednym zaprzyjaźnionym z moją rodziną kolegą (wszyscy już niestety są w lepszym świecie) siadali do partyjki tysiąca. Ta partyjka była tylko pretekstem do dyskusji na różnego rodzaju tematy – najczęściej, jak to bywało w peerelu o polityce i historii, ale gra się toczyła. I gdy z jeden z grających „umoczył” np. przelicytował i przegrał partię, to najczęściej dezaprobatę wyrażał słowami: „psia jego mać”, „psia jucha” lub „cholera jasna”. Nigdy w tym towarzystwie nie słyszałem słów na k, ch czy j. Po prostu dżentelmeni grający w tysiąca uważali, że rzucane przez nich przekleństwa są i tak mocne, by wyrazić swoje emocje po przegranej.

No, ale też, jak to mężczyźni, lubili chodzić na mecze lokalnej drużyny piłki nożnej, szczególnie wtedy, gdy do mojego rodzinnego miasta przyjeżdżała drużyna z Zwickau lub z Czadcy czy też z jakiegoś bułgarskiego miasteczka, którego nazwy nie zapamiętałem. I właśnie na takim meczu, na który poszedłem z moim Ojcem i jego „towarzystwem od tysiąca”, jakiś jegomość zaczął krzyczeć coś w kierunku sędziego i musiały być to bardzo grube słowa, ponieważ zaraz koło tego jegomościa zjawił się milicjant, który stwierdził, że „jak obywatel krzyknie jeszcze jedno takie słowo”, to milicjant go spisze i poda na Kolegium, gdzie dostanie taką karę, że hoho.

Oczywiście większość osób widząc zaistniałą sytuację, zamiast patrzeć na boisko obróciła głowy w kierunku rzeczonego jegomościa i milicjanta. I wówczas ja, siedmio czy ośmioletni chłopak zapytałem swojego Ojca: „Tatusiu, a co pan milicjant chciał od tego pana? Przecież ten pan wcale nie krzyczał „psia jucha” czy „cholera jasna”, więc dlaczego pan milicjant się do niego przyczepił?”. Mój Ojciec nic nie odpowiedział, tylko potargał mi czuprynę.

Cała sytuacja miała miejsce w czasach wczesnego Gierka.

I to by było na tyle.

zaloguj się by móc komentować

sannis @krzysztof-osiejuk
11 września 2017 22:42

A to nie jest tak, że w języku angielskim jest słaba gradacja przekleństw? Autor zawodowo pewnie zana temat. Ja tylko czuję to intuicyjnie. W szkole miałem język francuski niewiele się go nauczyłem. Ale za to później poznałem i przyswoiłem sobie dość osobliwe i bardzo wulgarne przekleństwa w tym języku. Oni mają te swoje putane, merde, które często słyszałem u prostych, francuskich, białych roboli. Ale tych które znałem, z gatunku najcięższego nie usłyszałem nawet u murzynów. Chodzi np. o "va te faire enculer", które chyba beztrosko tłumaczy się na fuck off. W naszym języku, przez wpływy francuskie tagradacja była większa od "cholery", "pieprzenia" i "gówna" po bardziej rynsztokowe, rzadziej używane. Niestety ta sporadyczność stała się ususem. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować