-

krzysztof-osiejuk : To ja

Podchodzą mnie krótkie numery, część kolejna

Jako że jutro środa, a więc kolejny numer „Polski Niepodległej”, przedstawiam zestaw moich krótkich kawałków do śmiechu z poprzedniego numeru tego naprawdę bardzo ciekawego tygodnika i zachęcam do kupowania kolejnych.

 

 

Miniony tydzień upłynął nam pod znakiem, jak dziś już wszyscy wiemy, historycznej wręcz wizyty w Polsceprezydenta Donalda Trumpa, a może jeszcze bardziej jego warszawskiego wystąpienia. Wydaje się przy tym, że niekiedy poziom komentarzy, jakie nadeszły ze wszystkich wręcz stron, przebija nawet to, co nam zostawił Trump. Oto pewne wrażenie zrobiła na wszystkich wypowiedź Stefana Niesiołowskiego, który ni w pięć nie w dziewięć oświadczył, że „Trump to cham”. Ja bym jednak tym akurat nie przejął się jakoś szczególnie. W końcu nie trzeba Niesiołowskiego, by nazwać kogoś chamem. O wiele ciekawsza bowiem jest dalsza część mądrości wysączonych ustami naszego pana profesora: „Pan Trump nie robi wrażenia znawcy historii jakiegokolwiek kraju, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi, i nie jest jasne, czy w ogóle wie z kim spotka się w Warszawie. Myślę, że w samolocie odlatującym z Warszawy zapyta swoich doradców, kto to był ten Duda? Na co usłyszy najpewniej, że spotkał się z Kucowołochem, a może z Sarmatokarpem lub kimś w tym rodzaju?”

Wygląda na to, że przy takim prof. Niesiołowskim nie jest łatwo jest być nie tylko chamem, ale i głupcem. W końcu, w konfrontacji z tym jakimś Sarmatokarpem, nawet taki Włodzimierz Cimowszewicz nie dałby rady.

 

*

 

A trzeba nam wiedzieć, że mistrz Cimoszewicz, to człowiek o niezwykłej wprost inteligencji i najgłębszej refleksji. Komentując wystąpienie prezydenta Trumpa, powiedział co nastepuje: „Miałem chwilami wrażenie, że takiej ilości pochlebstw spokojnie mógłby wysłuchać chyba tylko nieboszczyk na własnym pogrzebie. Normalny człowiek zaczynałby być zaniepokojony i zastanawiałby się, czy to jest na serio, czy to jest poważne. To były często pochlebstwa adresowane do polskich emocji, dosyć zrozumiałych. Ale było tego zdecydowanie więcej niż by wskazywała na to kurtuazja”. A nam już tylko pozostaje wyrazić wdzięczność Cimoszewiczowi, że tak ofiarnie wciąż nas próbuje doprowadzać do przytomności. Gdyby nie on, to byśmy mogli jeszcze zacząć porównywać wystąpienie Trumpa ze słynnym „Ich bin ein Berliner” Kennedy’ego.

 

*

 

Tu zresztą mamy szczególną ciekawostkę, która wskazywałaby na to, że Cimoszewicz ma zdecydowanie rację, twierdząc, że tym razem poszło o coś znacznie więcej niż zwykłą kurtuazja, tyle że mając tę rację, jednoczesnie jej kompletnie nie rozumie. Otóż chyba nikt dotychczas nie zauważył, że fragment przemówienia Trumpa, w którym on woła „Przyjeżdżajcie do Polski, przyjeżdżajcie do Warszawy”, jest żywcem zaczerpnięty z jednego z kilku draftów berlińskiej mowy Kennedy’ego: „Lasst sie nach Berlin kommen”. A to zdecydowanie świadczy o tym, że stoimy wobec czegoś, co można bez mrugnięcia okiem określić pojęciem „game changer”, a co musi doprowadzić do tego, że wspomniany Cimoszewicz – a przecież i nie tylko on – przestanie się pokazywać nawet w zaprzyjażnionym TVN24.

 

*

 

Póki co musimy go jednak zarówno oglądać, jak i słuchać. Jak pamiętamy, podczas niedawnego kongresu Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński przypomniał, że jak dotychczas Polska nie otrzymała od Niemiec odszkodowania za straty, jakie poniosła w wyniku II Wojny Światowej, odszkodowania do którego praw nigdy się nie wyrzekła. Na to natychmiast w te oto słowa zareagował rzeczony Cimoszewicz: „Jarosław Kaczyński lekceważy fakty historyczne, Polska oficjalnie zrzekła się reparacji wojennych. To prawda, że okoliczności były niejasne, ale przez 60 lat wszystkie kolejne rządy, i PRL, i III RP, nie występowały z roszczeniami. Z prawnego i międzynarodowego punktu widzenia nie mamy żadnego tytułu do domagania się reparacji”. Z prawnego i miedzynarodowego puntu widzenia? Co to jest za zwierzę? Biedni Niemcy. Co krok, to kolejna porażka. Jak nie Trump w Warszawie, to antyglobaliści w Hamburgu, jak nie antyglobaliści w Hamburgu, to Cimoszewicz w telewizji TVN24. Czy ich naprawdę nie stać już na nikogo lepszego, kto byłby w stanie bronić ich interesów w Polsce, niż jacyś zasuszeni komuniści?

 

*

 

Ja zdaję sobie sprawę z intelektualnego poziomu, jaki prezentują tak zwani artyści, jednak kto wie, czy nie byłoby lepiej, gdyby na ów front, zamiast Ciemoszewicza i spółki, skierować paru z nich, zwłaszcza gdy w obliczu postepującej pauperyzacji owych środowisk, dla paru euro wielu z nich może naprawdę być gotowych do najwyższych poświęceń. Weźmy takiego aktora komediowego Malajkata. Oto, proszę sobie wyobrazić, że w związku z wystąpieniem prezydenta Trumpa na placu Krasińskich, zamknięte dla ruchu zostały przylegające do placu ulice. Jednocześnie, tak się pechowo złożyło, tuż obok placu znajduje się budynek warszawskiej Akademii Teatralnej, gdzie równie pechowo odbywał się organizowany przez wspomnianego Malajkata teatralny festiwal o adekwatnej nazwie „ITSelF”. W przeddzień wystąpienia Trumpa komik Malajkat wydał oświadczenie, w którym poskarżył się, że przez wizytę prezydenta, on i jego kumple poniosą znaczne straty finansowe i oświadczył: „Nie oczekujemy zaś niczego więcej niż wzajemności i, być może, drobnej gratyfikacji dla naszych wysiłków kulturalnych. Czy możemy liczyć na Pańskie wsparcie?” W tej sytuacji pozwolę sobie zaapelować: Panie Malajkacie! Od Trumpa Pan nic nie uzyska. To podły kapitalista, który ma w nosie wielką sztukę. Niech Pan zacznie działać na Twitterze, jak choćby taki Tomasz Lis, a Berlin Panu to sowicie wynagrodzi.

 

*

 

No właśnie. Nie mogliśmy nie zauważyć aktywności Tomasza Lisa. Ten, komentując gorące przyjęcie, jakie Trumpowi zgotowali mieszkańcy Warszawy, nazwał ich „miłośnikami paciorków, którzy lubią prezenty od wielkiego pana z Hameryki”. Również pani Lisowa zabrała głos i nazwała obecnych na spotkaniu z Prezydentem mieszkańców Warszawy „zwiezioną autokarami tłuszczą”. Mało tego. Wrażenie, jakie zrobił na wszystkich zarówno Trump, jak i witający go tłum, było tak wielkie, że dał nawet głos sam Wojciech Sadurski, profesor i intelektualista, i na zaprzyjaźnionym portalu natemat.pl przedstawił następująca diagnozę: „Do władzy doszli ignoranci dumni ze swojej ignorancji. Demokratyczna większość dała im do tego mandat. ‘Nie mamy wykształcenia, ale z tego powodu nie czujemy się gorsi, za nami są tłumy’. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce, to triumf aroganckiego i ignoranckiego plebsu”. Swoją drogą, to jest coś absolutnie niezwykłego. Od kilku dni obserwujemy piekło, jakie Niemcom zgotowali tak zwani alterglobaliści, widzimy płonący Hamburg, nieprzytomny z nienawiści tłum plądrujący sklepy, setki rannych policjantów, Melanię Trump, nie mogącą w obawie o życie opuścic hotelu, a tymczasem to Polaków nasi mędrcy wyzywają od „tłuszczy” i „plebsu”.

 

*

 

Czy to nie dziwne? Okazuje się, że nie dla wszystkich. Ów ponury dysonans na swoim zwykłym poziomie wsparł były artysta estradowy Zbigniew Hołdys: „Gdyby społeczeństwo polskie było wyedukowane, wiedziało kim jest Trump – powinno go przywitać tak, jak mieszkańcy Hamburga”. Wypowiedź Hołdysa wywołała wyraźne zakłopotanie nawet wśród jego dotychczasowych politycznych i kulturowych sojuszników, z mojego punktu widzenia jednak, tam wszystko jest na swoim miejscu. Co więcej, intelektualnie i emocjonalnie między tym, co głosi Hołdys, a słowami czy to państwa Lis, czy też profesora Sadurskiego, nie ma żadnej istotnej różnicy. W każdym bowiem z tych przypadków mamy do czynienia z zimną, bezlitosną i, co najważniejsze, systemową pogardą dla drugiego człowieka. Ów stan umysłu, znakomicie, choć jak sądzę, zupełnie bezwiednie, wyraził sam Grzegorz Schetyna w swoim wystąpieniu w Sejmie przy okazji próby odwołania ministra Błaszczaka. W pewnym momencie, zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego, przewodniczący Schetyna powiedział tak: „Jesteście obrzydliwi, bo nie potraficie się bronić”. Z tego co wiem, nikt nie zwrócił na ów freudowski wręcz gest uwagi, dla mnie natomiast tam jest wszystko. Cała historia człowieka w jego najbardziej okrutnej i bezwzględnej postaci, gdzie nagle okazuje się, że nie ma nic bardziej obrzydliwego, niż ktoś, kto już nie jest w stanie się bronić. Bardzo to mocne. Uważam, że oni powinni ten tekst wywieszać na swoich sztandarach.

 

 

Zapraszam wszystkich do zaglądania do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie są jak zawsze do nabycia moje książki.



tagi: polityka  polska niepodległa  wezwani do tablicy 

krzysztof-osiejuk
18 lipca 2017 10:15
1     520    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
orjan @krzysztof-osiejuk
18 lipca 2017 10:40

Najgorsze, że do niesiołowskich chamów dołączył Książę William, który przemawiając wczoraj potwierdził propolski klimat przemówienia Trumpa. Z książęcym dystansem, po angielsku powściągliwie, ale wyraźnie potwierdził.

Coś tam też odczytał z listu HM Babci Księcia. A przecież HM, to już niesiołowskim brzmi całkiem blisko. I oto okazuje się, że inteligięcja Stefana jest szybsza, a nawet wyprzedzająca*.

=======
*/ Wiki-Archiwalia:
Szczyt szybkości - tak zasuwać wokół słupa, żeby z przodu była du.a.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować