-

krzysztof-osiejuk : To ja

Podchodzą mnie krótkie numery, odcinek kolejny

Przyznaję, że dziwnie się nam układa ten blog. Wczoraj mieliśmy fragment tekstu sprzed lat, wcześniej podobnie, tyle że już w całości, a gdy idzie o sprawy bieżące, to jest, jak widać, dość krucho. Rzecz w tym jednak, że najpierw był ślub mojego ukochanego syna, a w tak zwanym międzyczasie mój teść trafił do szpitala w stanie bliskim krytycznego, i to na mnie akurat wypadło, by się nim zajmować, co przyznaję, że wprawdzie czynię z prawdziwą radością, ale co jednocześnie mnie bardzo absorbuje. No więc jest jak jest. Poza tym, nie oszukujmy się, gdy chodzi o bieżącą politykę, to gówno wiemy i w związku z tym gówno mamy do powiedzenia, a zatem mamy najlepszy moment, by choć trochę powspominać stare emocje. A zatem, dziś kolejna porcja krótkich kwałków z „Polski Niepodległej”, tak jak wszystko, nieco zdezaktaalizowanych, ale mam nadzieję, że przynajmniej zabawnych i inspirujących na przyszłość. Zapraszam.

 

 

Miniony tydzień, jak chyba żaden wcześniej i niewykluczone, że żaden z tych, które są dopiero przed nami, został zdominowany przez jedno i tylko jedno wydarzenie, a mianowicie próbę wprowadzenia przez rząd Prawa i Sprawiedliwości z dawna wyczekiwanej reformy sądownictwa, no i, naturalnie, przez zmasowany atak, jaki na wspomnianą reformę przypuściły wszystkie możliwe siły broniące status quo. Dziś, kiedy powstaje ów tekst, a mam nadzieję, że i również w dniu, kiedy on się będzie ukazywał w naszym tygodniku, nie dość, że wszystko wskazuje na to, że batalia o dobrą zmianę zakończyła się sukcesem, to jeszcze jej przeciwnicy zostali doprowadzeni do pełnego i bezdyskusyjnego bankructwa, co ciekawe, również finansowego. Oto, kiedy okazało się, że wszystko jest pozamykane, przewodniczący Ryszard Petru wydał następujące oświadczenie: „Doszliśmy do momentu, w którym władza dokonuje zamachu na niezawisłość polskich sądów, uderzając tym samym w podstawowe prawa każdego z nas. Uderza to również w demokratyczne zasady i wartości, o które przez dekady walczyli polscy opzycjoniści, wspierani przez miliony Polaków. Wśród nich być może jesteście Wy, lub Wasi bliscy. Dlatego prosimy Was o wsparcie finansowe naszych działań. Wasze wsparcie jas nam teraz szczególnie potrzebne”.

Przepraszam bardzo, ale czy mogło nas spotkać coś piękniejszego? Chyba tylko widok Donalda Tuska żebrzącego o papierosa.

 

***

 

No ale nie stawiajmy przed nimi zbyt wielkich wymagań. Na wszystko przyjdzie czas. Dziś Donald Tusk jest wciąż przewodniczącym Rady Europejskiej i korzystając z tej pozycji, zwrócił się z prośbą o spotkanie do prezydenta Andrzeja Dudy, podczas którego zamierzał mu wytłumaczyć, jak bardzo europejskie instutucje uzależniają swoją ocenę jego prezydentury od tego, jak on się zachowa wobec kolejnych prób faszyzacji Polski. Szczególne wrażenie na wszystkich zrobiła końcówka wspomnianego listu, gdzie przewodniczący Tusk stwierdził bez cienia litości: „Sytuacja, także w wymiarze międzynarodowym jest naprawdę poważna. I dlatego wymaga poważnych środków i poważnych partnerów. Proszę spróbować, Panie Prezydencie”. Wprawdzie Donald Tusk nie dodał do tego czegoś w rodzaju: „Jestem pewien, że Pan potrafi”, niemniej nie zmienia to faktu, że oto niespodziewanie powraca stara już zagadka, czy mamy do czynienia z idiotą, czy bezczelnym chamem. Nie musimy oczywiście przypominać, że Prezydent Tuska spuścił.

 

***

 

Inna sprawa, że ów dylemat – idiota, czy świnia – tak naprawdę nigdy nie  przestał nas dręczyć. Weźmy takiego sędziego Jerzego Stępnia, który na fali ostatnich emocji pojawił się publicznie i oświadczył co następuje:  „Atak na sędziów i na sądy to jest atak na najlepiej wykształconą część społeczeństwa. Czyli na tak zwane elity”. Ktoś powie, że tym razem to ja przygotowałem jakąś prowokację, a w rzeczywistości Stępień wcale tak nie powiedział. Otóż to jest jego opinia zacytowana słowo w słowo. On tak powiedział naprawdę, że, jako sedzia, jest częścią „najlepiej wykształconej części społeczeństwa, czyli tak zwaną elitą”. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak oświadczyć, że ja, jako magister, oczekuję, że również będę powszechnie traktowany jako autorytet. Że gdzie tam magistrowi do profesora? Spokojna głowa: nie ma żadnych dowodów na to, że bycie profesorem na społeczeństwie robi większe wrażenie, niż  tytuł magistra. Choćby i farmacji.

 

***

 

A może Stępniowi chodziło jednak o magistrów? Z tego bowiem co wiemy, on sam w historii Trzeciej RP odznaczył się tym, że w roku 2006 został mianowany przez prezydenta Kwaśniewskiego pierwszym w historii prezesem Trybunału Konstytucyjnego nie posiadającym tytułu profesorskiego. W tej sytuacji należy bardzo poważnie brać pod uwagę taką ewentualność, że wspominając o prawnikach, jako o najlepiej wykształconej części społeczeństwa, on działał na zlecenie obecnej władzy, która bardzo potrzebowała jakiegoś argumentu na to, że aktualnym prezesem Trybunału został nie kto inny jak mgr Przyłębska. Swoją drogą, nie ma wcale pewności, czy odesłanie całego szeregu profesorów na okresowy wypoczynek nie wyszłoby Polsce na dobre.

 

****

 

Pierwszym tego pozytywnym efektem byłoby zamknięcie telewizyjnej stacji TVN24, która z braku autorytetów, do których redaktor Kolenda mogłaby się zwracać przy pomocy  tytułu „Panie Profesorze”, musiałaby swoją aktywność propagandową ograniczyć do przepytywania magistrów Marcinkiewicza i Giertycha, a wówczas nawet najbardziej zaczadzeni miłośnicy „Szkła Kontaktowego” musieliby popełnić zbiorowe samobójstwo. No bo nie oszukujmy się: kiedy zabraknie profesorów Strzembosza i Balcerowicza, naród straci poczucie sensu życia. Posłuchajmy choćby mądrości tego drugiego: „PiS prowadzi Polskę do socjalistycznej dyktatury. Co to był socjalizm? To była totalna władza jednej partii, która nie mogła być pogodzona z podziałem władz. Najważniejszą częścią podziału władzy jest oddzielenie wymiaru sprawiedliwości od polityków na czele z niezależnością sądów. Dyktaturę odróżnia od rządów prawa to, że wymiar sprawiedliwości łącznie z sądami jest w rękach władzy politycznej. Nie ma wtedy rządów prawa”. Każdy z nas musi przyznać, że trudno znaleźć osobę bardziej kompetentną do opisywania natury totalitarnego socjalizmu, niż Leszek Balcerowicz. Kiedy jego zabraknie, nastąpi koniec.

 

***

 

Ktoś powie, że zostanie magister Tusk. No ale on też się już zdążył pokazać i, jako przewodniczący Rady Europejskiej, jeden z dwóch rządzących dziś światem Donaldów, odniósł się do organizowanych w Polsce przez „Gazetę Wyborczą” oraz telewizję TVN24 antyrządowych protestów i oznajmił co następuje: „Dzisiaj, kiedy widzę te twarze na ulicach – nie chcę być tutaj politycznie stronniczy – ale tutaj nie ma mowy o żadnej symetrii, to są tysiące dobrych ludzi, którzy mają co innego do roboty w życiu”. Oczywiście. Oni z całą pewnością na co dzień są szalenie zapracowani. Ta kupa kładacych się na ulicy i kopiących w policyjne barierki dzieci to ludzie, którzy są na ogół okropnie zajęci, tyle  że dziś akurat poprosili o dzien wolny, no i dzięki nim walka o demokrację trwa. Przepraszam bardzo, ale wygląda na to, że premier Tusk jest również spalony. Mimo że też zaledwie magister.

 

***

 

No ale w końcu przychodzi czas na kogoś, kto nie jest ani profesorem, ani magistrem, a kto swoją pozycję zawdzięcza wyłącznie talentom, które przekraczają wszystkie tego typu wyróżnienia, a mam tu na myśli Jarosława Kaczyńskiego. Oto, jak niektórzy z nas zdążyli się już dowiedzieć, podczas dyskusji nad zmianami w systemie sądownictwa, zabrał głos poseł Platformy Obywatelskiej Borys Budka i zwracając się do Prezesa oświadczył, że ten ze swoim atakiem na władzę sądowniczą czekał do czasu aż jego brat, Lech Kaczyński, który oczywiście był niezwykle porządnym człowiekiem i był bardzo przywiązany do państwa prawa, umrze, no i kiedy to wreszcie nastąpiło, przy pierwszej nadarzającej się okazji uznał, że nadszedł czas, i zaczął niszczyć demokrację. W odpowiedzi na to Prezes wstał i wypowiedział słowa, które dziś pewnie wszyscy już znamy, a ja nie mogę sobie oszczędzić tej przyjemności, by całość owego wystąpienia powtórzyć:

      „Przepraszam bardzo panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata, niszczyliście go, zamordowaliście go, jesteście kanaliami”.

      Oczywiście po tych paru słowach prawdy nastąpił zgiełk, jakiego świat nie widział, my jednak wiemy, że to są jak najbardziej słowa prawdziwe i nikt, ani nic tego nie zmieni.My to wiemy, ale wiedzą też i oni. I stąd ten wrzask.

 

***

 

Zrobiło się tak poważnie, że aż głupio kończyć. W tej sytuacji, by jakoś te refleksje godnie zmknąć, zajrzyjmy co słychać w kałuży. Oto wygląda na to, że Władek Frasyniuk stracił swoją pozycję do aktorki Doroty Stalińskiej, która podczas minionych demonstracji przeciwko faszyzacji życia publicznego w taki sposób wezwała do działania: „Kaczyński od lat i konsekwentnie wpycha nas w otchłań śreniowiecza i tolalitaryzmu”.

      Pomidor.

 

No i to tyle. Jak mówię, po niespodziewanej decyzji prezydenta Dudy, trochę jest nam głupio się odzywać, niemniej żyjemy nadzieją, że prezes Kaczyński na wszystko ma odpowiedź, i nas nie jeden jeszcze raz zaskoczy. Tymczasem polecam swoje książki, które są do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Zapraszam.



tagi: polityka  polska niepodległa 

krzysztof-osiejuk
2 sierpnia 2017 10:38
3     597    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Kuldahrus @krzysztof-osiejuk
2 sierpnia 2017 17:51

Życze szybkiego powrotu do zdrowia dla teścia.

zaloguj się by móc komentować

bunx @krzysztof-osiejuk
2 sierpnia 2017 19:55

Już jest veto - umotywowany wniosek Prezydenta RP o ponowne rozpatrzenie przez Sejm ustawy o Sądzie Najwyższym:

www.sejm.gov.pl/prace/veta/8-172-114-2017.pdf

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @krzysztof-osiejuk
2 sierpnia 2017 20:37

tolalitaryzm jak raz  pasuje do tego polityka,  który ma Tole.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować