-

krzysztof-osiejuk : To ja

Podchodzą mnie krótkie numery, rozdział kolejny

Dziś czwartek, a my wciąż musimy nadganiać zaległości. W związku z tym, dziś moje cotygodniowe kawałki z „Polski Niepodległej”, jeszcze z poprzedniego wydania. Tymczasem w kisokach najnowszy numer tego niezwykłego tygodnika. Szczerze polecam.

 

 

Wprawdzie wszystko wskazuje na to, że miniony tydzień upłynął nam pod znakiem wystepu przewodniczącego Wałęsy w stacji TVN24, jednak zgodnie z ewangelicznym zaleceniem, by najlepsze wino zostawić na później, do pana Bolka wrócimy nieco później, a na razie zajmijmy się człowiekiem niemal kompletnie anonimowym, posłem Platformy Obywatelskiej nazwiskiem Tomasz Lenz. Otóż stało się tak, że ów Lenz wystąpił przed dziennikarzami i zwracając się do jednego z nich, reprezentującego publiczną telewizję, powiedział co następuje: „Uczestniczy pan w manipulacji i oszukiwaniu Polaków. Bierze pan za to pieniądze. Też pan zostanie rozliczony za to, tak jak Urban. Skończy pan jak Urban. Rachoń skończy jak Urban. Wszyscy skończycie, jak Urban”. Biorąc pod uwagę fakt, że aby brać udział w manipulacji i oszukiwaniu Polaków za pieniądze, nie trzeba być ani dziennikarzem, ani nawet politykiem, ani nawet przedstawicielem koncernów farmaceutycznych, Lenz z tymi swoimi groźbami wyrwał się jak pierwszej klasy kosmita. Jednak nie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Pierwsze wrażenie na wszystkich zrobił ten Urban. Pomysł bowiem, by to jego przyjąć jako symbol życiowej porażki mógł się narodzić jedynie w głowie, nawet jeśli kosmity, to z pewnością któregoś z tych już najbardziej durnych.

 

*

 

Tu zresztą akurat konkurencja jest duża i ów poziom zgłupienia, jaki wszyscy ostatnio mamy okazję obserwować, można tłumaczyć wyłącznie strachem przechodzącym w bezsensowną zupełnie agresję. Oto, w reakcji na przegłosowanie przez Sejm dawno zapowiadanych i przez zdecydowaną wiekszość społeczeństwa wyczekiwaną od lat reformę sądownictwa, odezwał się poseł Platformy Sławomir Neumann i zapowiedział, że wszyscy posłowie, którzy przegłosowali projekt zmian w prawie zostaną ukarani. By nie być gołosłownym, było tak: „49 posłów PiS, którzy podpisali się pod tym projektem, mogą się spodziewać zarzutów karnych za udział w zamachu stanu. Ci wszyscy, którzy podniosą rękę czy chcieliby podnieść rękę za tym projektem ustawy o Sądzie Najwyższym, takich samych zarzutów mogą się spodziewać”. Biorąc pod uwagę fakt, że tego typu rozstrzygnięcie obecnie jest prawnie wykluczone, powstaje pytanie, czy przypadkiem nie jest tak, że na wypadek odzyskania władzy Platforma Obywatelska planuje wprowadzenie systemu, dotychczas znanego chyba tylko w Korei Północnej, gdzie aby zostać oskarżonym o zamach stanu wystarczy posiadać własne zdanie.

 

*

 

Jak wszyscy dobrze wiemy, nawet tam gdzie wszystko jest postawione na głowie, pojęcie zamachu stanu wciąż jednak funcjonuje w ramach ogólnie przyjętej logiki, wedle której przejęcie władzy jest dokonywane przez opozycję, a nie przez układ rządzący. I oto okazuje się, że nawet jeśli to prawda, inaczej zupełnie sprawy się mają na scenie zajmowanej przez opozycję totalną, a więc dziś reprezentowaną przez Grzegorza Schetynę. Ów ciekawy człowiek mianowicie wystąpił obok posła Neumanna i, podobnie jak jego partyjny kolega, zapowiedział działania mające powstrzymać wspomiany pełzający zamach stanu. A uczynił to w taki oto sposób: „Chcemy bardzo wyraźnie powiedzieć, że odbieramy ten akt jako zapowiedź zamachu stanu. To jest likwidacja niezależności Sądu Najwyższego, to uderzenie we władzę sądowniczą, w trójpodział władz, demokrację parlamentarną i w historię ostatnich 27 lat”. Bez sensu? A jednak chyba nie do końca. Coś nam chyba jednak wyjaśnia wspomniana przez Schetynę „historia ostatnich 27 lat”. Jeśli bowiem przyjąć, że owe „ostatnie 27 lat” to całkowicie realny byt polityczny, którego władza ma charakter boski, to faktycznie trzeba uznać, że to co robi Prawo i Sprawiedlwość to klasyczny pucz.

 

*

 

To by zresztą też wyjaśniało sens wystawiaia przez połączone siły totalnej opozycji, jako swojego głównego patrona Lecha Wałęsy. Wielu prostych ludzi zachodzi w głowę, jaki ludzki umysł mógł wymyślić plan, wedle którego odzyskanie władzy z rąk pisowskich faszystów ma gwarantować osoba i myśl kogoś tak sychicznie zdemolowanego jak Lech Wałęsa, a tymczasem może być tak, że to nie chodzi wcale o Wałęsę i to co on wygaduje, ale o wspomniane 27 lat, podczas gdy on sam jest zaledwie owym plakatem, który u Orwella zapewniał tych najbardziej ogłupiałych, że „starszy brat ma cię na oku”. Może się okazać, że to tylko my się przejmujemy wybrykami przewodniczącego Wałęsy, natomiast dla całej tej półprzytomnej ze strachu zbieraniny on pozostaje wyłącznie ową przysłowiową deską, która nie pozwala im ostatecznie zatonąć. I to stąd jego ciągła publiczna obecność. Tak bezwstydna i bezczelnie niewzruszona.

 

*

 

W związku z podjętą przez rząd akcją ostatecznego oczyszczenia polskich sądów z postpeerelowskich złogów, wspomniany Wałęsa został poproszony o wypowiedź dla stacji TVN24, gdzie wykorzystał każdą możliwą okazję do tego, by poobrażać wszystkich tych, którzy przez minione lata próbowali stanąć mu na drodze, poczynając od kolegi ze stoczni, niejakiego Schillera, przez Sławomira Cenckiewicza, a kończąc na ministrze Macierewiczu. Co ciekawe jednak, o żadnym z nich Wałęsa nie wypowiedział się z taką nienawiścią, jak o poległym w Smoleńsku Lechu Kaczyńskim. Kiedy prowadząca rozmowę z Wałęsą Monika Olejnik, zgodnie z popularną ostatnio metodą, przywołała pamięć Prezydenta, jako tego „dobrego”, Wałęsa się wyraźnie zniecierpliwił: „Pani mi da spokój z tym Kaczyńskim. To jest chory przypadek i będą długo medycy się zastanawiać, jak taki przypadek przypadkiem dostał miejsce, którego nie wolno było nigdy mu powierzyć”. Bardzo ciekawy jest ów nawet jak na Wałęsę niezwykle autentyczny brak opanowania. Czyżby było tak, że Lech Wałęsa wie na temat Smoleńska coś więcej niż się przyjęło wiedzieć?

 

*

 

Jak już wspomnieliśmy, z praktycznego punktu widzenia, nie ma najmniejszego znaczenia, co nam ma do powiedzeia Lech Wałęsa, bo tego, co naprawdę ważne, i tak nikt zauważyć nie ma ochoty, a to co zaledwie śmieszne, jednych śmieszy, a drudzy udają, że tego nie słyszą. We wspomnianej rozmowie zdarzyło się jednak coś autentycznie poruszającego. Otóż chyba po raz pierwszy w życiu Wałęsa nie dość, że się do niej jednoznacznie przyznał, to jeszcze przedstawił jako dowód swojej wielkości swoją współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. A było, jak się niespodziewanie okazuje, tak: „Byłem mocny, to bezpieka mnie służyła, a nie ja. To oni wykonywali wszystko, co ja chciałem. Chciałem mieszkanie, musieli mi dać. Chciałem pieniądze, musieli mi dać. A chciałem jeszcze większe, no to nie chcieli już ze mną pracować. No, czy większego bohatera chcecie? Jako jedyny pokonałem bezpiekę, jako jedyny bezpieka służyła mnie”…

… Ponieważ, jak wszyscy widzimy, zrobiło się jakoś dziwnie, zanim tę wypowiedź odpowiednio przetrawimy, musimy nieco ochłonąć. Kto wie, czy nawet nie wspomagając się szklaneczką czegoś mocniejszego.

 

*

 

Dochodząc do siebie posłuchajmy, jak Lech Wałęsa rozwija kwestię wspomnianego mieszkania: „Mieszkałem w hotelu robotniczym, gdzie było ponad tysiąc robotników i żeby mnie wyrwać, bo byłem groźny, na siłę dano mi mieszkanie. Widzi pani? Taka jest prawda, a oni mówią, że dostałem w nagrodę. Nie, bo ja byłem wtedy przywódcą i mogłem podnieść hotel, tam gdzie było ponad tysiąc robotników. I żeby zabrać mi tę broń, to wyrzucono mnie do jakiegoś kiepskiegpo mieszkania. O! Widzi pani? Tego Centkiewicz nie zauważa”. No i znów pewnie ktoś przyjdzie i zacznie pytać, to jak to ostatecznie było? Mówił im Lechu „Dawać mi natychmiast mieszkanie”, a oni natychmiast robili co im każe, czy może oni go do tego mieszkania zaciągnęli siłą, by wraz z tysiącem mieszkańców hotelu robotniczego nie obalił komuny? Jak mówię, w tym akurat wypadku żadne pytanie nie doczeka się odpowiedzi, bo nie o pytania i odpowiedzi chodzi. Chodzi tylko o ten plakat i hasło „Starszy brat ma cię na oku”.

 

*

 

Zaczęliśmy od Jerzego Urbana, skończmy więc na jego starym kumplu, Leszku Millerze. Ciekawe bowiem bardzo jest to, że w tym całym szaleństwie resztki przytomności zachował akurat człowiek, którego zdecydowanie bardziej można było podejrzewać o to, że wraz z Janem Lityńskim i Włodzimierzem Cimoszewiczem będzie się dziś kładł rejtanem na senackiej mównicy. Otóż na swoim twitterowym koncie wspomniany Miller opublikował następujący komentarz: „Prawo o ustroju sądów powszechnych z 1928r. Art. 71. Naczelny nadzór nad wszystkimi sądami i sędziami sprawuje Minister Sprawiedliwości”. Koniec, kropka. Żadnego dodatkowych wyjaśnień, tylko ta informacja. Kto z nas pamięta lata 80. ubiegłego wieku, musi się zadumać na tym, jak kręte potrafią być ludzkie ścieżki. I te i tamte.

 

Zapraszam wszystkich do odwiedzania księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie są do kupienia moje książki. Naprawdę warto.

 

 



tagi: polityka  polka niepodległa 

krzysztof-osiejuk
27 lipca 2017 09:24
5     571    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Caine @krzysztof-osiejuk
27 lipca 2017 10:35

 „Prawo o ustroju sądów powszechnych z 1928r. Art. 71. Naczelny nadzór nad wszystkimi sądami i sędziami sprawuje Minister Sprawiedliwości”. 

 

 

No no. Nie zapominajmy jednak o Pani Ogórek.

zaloguj się by móc komentować


Paris @krzysztof-osiejuk
27 lipca 2017 12:22

No, nooo...

... tylko podziwiac albo wpasc w zachwyt  nad przytomnoscia  i blyskotliwoscia  starego  kiejkuta  !!! 

zaloguj się by móc komentować

Starybelf @krzysztof-osiejuk
27 lipca 2017 18:40

Co do Leszka Millera. To obserwując jego wypowiedzi i zachowanie od czasu "wypadku ze śmigłowcem", śmiem twierdzić, że on jeszcze nie "nasz", ale i nie "ich".

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @krzysztof-osiejuk
27 lipca 2017 22:13

Ani nasz ani ich. Stary komuch, któremu udało się dotrwać do końca z czystym kontem. Ma luz.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować