-

krzysztof-osiejuk : To ja

Starość radość i nie radosć

      Miałem plan, by konsekwentnie dociagnąć do końca tygodnia, publikując fragmenty moich książek, by w ten sposób zachęcać do ich kupowania, chodzą mi wciąż jednak po głowie pewne nierozwiązane myśli, więc może zrobię dziś przerwę i o czymś opowiem.

      Otóż w związku z ciężkimi kłopotami ze zdrowiem mojego teścia, od kilku tygodni mam niemal codzienny kontakt ze służbą zdrowia i to wreszcie w wymiarze, jak sądzę, kompletnym. A to oznacza, że chyba po raz pierwszy w życiu zaczynam mieć pojęcie, jak ów system działa nie na poziomie, który każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu poznaje regularnie przy okazji wizyt w miejscowej przychodni, gdzie mamy do czynienia z ludźmi gnuśnymi, głupimi, zdemoralizowanymi, a często zwyczajnie niekompetentnymi, ale tam gdzie ma miejsce walka o życie. I muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Z tego co udało mi się zaobserwować tam gdzie owa walka toczy się niemal na okrągło, tam naprawdę nikt się nie oszczędza, ale też tam właśnie można zrozumieć, gdzie bysmy dziś wszyscy byli, gdyby nie ci, którzy tam są właśnie po to, by się nami zająć, gdy zajdzie taka potrzeba. Przez dwa bite tygodnie, dzień w dzień, obserwowałem życie na Oddziale Neurochirurgii w jednym z katowickich szpitali, patrzyłem na te zarobione po uszy pielęgniarki, na tych lekarzy, a przede wszystkim na tych wszystkich pacjentów z plastrami na swoich biednych, umęczonych głowach i widziałem, jak oni z każdym z owych dni są coraz bardziej przytomni, coraz bardziej sprawni, krotko mówiąc, coraz bardziej wyleczeni. Widziałem ludzi, którzy jednego dnia znajdowali się w stanie niemal wegetatywnym, następnego potrafili rozpoznawać swoich bliskich, by jeszcze kolejnego z nimi zupełnie przytomnie rozmawiać. No i patrzące na to z autentyczną satysfakcją, by nie powiedzieć z radością, pielęgniarki. A więc, oni potrafią leczyć, bardzo często leczą i wydaje mi się, że trzeba to wszystko dopiero zobaczyć z bliska, by sobie to uświadomić. Podobnie jak też uświadomić sobie, że te nasze składki, które często płacilismy całe długie życie, na coś się przydały.

       Jest jednak też coś, co ów obraz rujnuje niemal kompletnie, kiedy zrozumiemy, że cały ów system tak naprawdę jest ograniczony wyłącznie do tej jednej, bezpośredniej interwencji, która niestety stanowi zaledwie drobny fragment owej gehenny, na jaką nas skazuje nasze kruche zdrowie. Co mam na myśli? Otóż z powodów, których tu nie zamierzam omawiać, to wszystko co nas doprowadziło do stanu, gdzie trzeba nas było wyrywać z objęć śmierci, ale też wszystko to, co nas czeka, kiedy już się dowiemy, że możemy wracać do codziennego życia, pozostaje całkowicie nienaruszone i kompletnie bezkarne. Okazuje się bowiem najpierw, że to właśnie owa bezradność systemu w pierwszej kolejności doprowadziła nas do stanu, gdzie już nie było miejsca na żarty, a następnie, ta sama bezradność systemu skazuje nas na to, że prędzej czy później cały ten spektakularny sukces pójdzie w zapomnienie, bo albo tam wrócimy jeszcze starsi i w stanie jeszcze gorszym, niż poprzednio, albo dokończymy żywota zdani na łaskę swoich dzieci, lub jednego z prowadzonych przez siostry zakonne domów opieki. Rzecz bowiem w tym, że wspomniane przeze mnie wcześniej składki tak naprawdę wystarczają wyłącznie na te kilka dni, kiedy decydowało się to, czy uda nam się jeszcze trochę pociągnąć, czy to już będzie koniec. Poza tymi kilkoma dniami, jedyne co nas może uratować to pieniądze i to raczej tych pieniędzy więcej, niż mniej.

       Myślę, że większość z nas zna historię oświadczenia majątkowego Jarosława Kaczyńskiego. Wynika z niego, że on osobistego majątku praktycznie nie ma, natomiast jedyne znaczące zobowiązanie finansowe dotyczy ogromnego długu, jaki zaciągnął na opiekę nad swoją mamą. Z dostępnych publicznie informacji wynika, że Jarosław Kaczyński jest winny paru osobom w sumie 250 tys. złotych, bo tyle właśnie go kosztowało zapewnienie bardzo już starej matce godnej opieki. Przez kilka kolejnych lat słyszeliśmy o tym, że najpierw bracia Kaczyńscy, a następnie już tylko sam Jarosław spędza cały swój wolny czas zajmując się swoją mamą, słyszeliśmy też o tych setkach tysięcy złotych, ale mam wrażenie, że dla wielu z nas wiadomości te stanowiły kompletną abstrakcję, gdzie mamy starszą panią, mamy jej syna, mamy wypisujących recepty lekarzy, może jakieś dochodzące pielęgniarki, no i wszystko to coś tam kosztuje. 250 tysięcy? No a niechby to było 500 tysięcy, czy owych tysięcy zaledwie 50. Jaka to różnica? To i to dużo i dla większości z nas podobnie abstrakcyjne.

       A ja dziś już wiem, dlaczego Jarosław Kaczyński, skoro mu najpewniej bardzo zależało na tym, by jego mama, gdy nie była na tyle poważnie – czy przede wszystkim konkretnie – chora, by trafić do któregoś z lepszych warszawskich szpitali i tam się znaleźć pod najlepszą, finansowaną przez NFZ, opieką najlepszych specjalistów i sympatycznych pielęgniarek, a jednocześnie też nie mogła się sama w żaden już sposób obsłużyć, przeżywała ostatnie lata swojego życia godnie i w miarę szczęśliwie, musiał popaść w tak straszne długi. Otóż proszę sobie wyobrazić, że dziś Polska jest stosunkowo solidnie rozwiniętym krajem, gdzie za pieniądze można kupić naprawdę wiele. Część z nas, kiedy już będziemy bardzo starzy, jeśli tylko będziemy mieli odpowiednio dużą emeryturę, jakoś sobie poradzi. Część zostanie przygarnięta przez kochające dzieci, które pewnie sobie zorganizują życie tak, by nas przez ten ostatni okres w naszym życiu możliwie komfortowo przeprowadzić, pozwalając nam umrzeć we własnym fotelu. Będą jednak i tacy, którzy, nie mogąc, lub nie chcąc się odpowiednio poświecić, wezmą solidny kredyt w którymś z licznych banków i  daję słowo, że za te pieniądze dadzą nam naprawdę wszystko, co tylko sobie zamarzymy, a kto wie, czy nie więcej. Wydaje się, że wspomniane 250 tys. powinno starczyć na jakieś cztery do pięciu lat.

       I to jest, moim zdaniem, wiadomość straszna.

 

Oczywiście, proszę śmiało kupować książki. Tu. Jutro może wrzucę coś nowego na zachętę.



tagi: starość  choroba  zdrowie 

krzysztof-osiejuk
18 sierpnia 2017 10:13
13     692    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Grzeralts @krzysztof-osiejuk
18 sierpnia 2017 10:46

Dobrze, że to tak klarownie napisałeś. I nie dość powtarzania tego wszem i wobec. Wiedzy, na co naprawdę idą składki, jakie są możliwości medycyny, gdzie się kończą i jaka zieje dziura tam gdzie te składki już nie wystarczają jest bardziej jeszcze hermetyczna niż Coryllusowe rozpoznawanie owadów leśnych. 

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @Grzeralts 18 sierpnia 2017 10:46
18 sierpnia 2017 12:00

Ja z kolei się cieszę, że zrozumiałeś, o co mi chodziło. Na toyah.pl rozpoczyna sie dyskusja na temat stanu polskiej służby zdrowia. Za chwilę ktoś napisze, że minister Radziwiłł jest do wymiany.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @krzysztof-osiejuk
18 sierpnia 2017 13:04

Ćwiczę ten temat od 3,5 roku opiekując się 92 letnią mamą, która jest po kilku pobytach w szpitalach. Z doświadczenia własnego mogę powiedzieć tylko tyle, że poza dużą kasą na opłacenie prywatnych zabiegów rehabilitacyjnych największym dla mnie problemem było/jest dotarcie do lekarzy, którym jeszcze coś się chce, aczkolwiek i tak cały czas najważniejszym czynnikiem warunkującym wyjście z kryzysowych sytuacji  była/jest  moja spostrzegawczość, dociekliwość i zdrowy rozsądek.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @krzysztof-osiejuk 18 sierpnia 2017 12:00
18 sierpnia 2017 13:56

Dlatego wycofałem się z dyskusji tam.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @ewa-rembikowska 18 sierpnia 2017 13:04
18 sierpnia 2017 14:00

To jest trochę paralela do historii Grażki. Jesteśmy przyzwyczajeni być w tej kwestii pozostawiani sami sobie - a to jest patologia systemu. Jeśli uprawiamy nowoczesną medycynę, ratujemy śmiertelnie chorych to nie wolno ich potem zostawiać na barkach rodziny. Bo to my, Polacy, sfinansowaliśmy to ratowanie i odpowiadamy za dalsze losy uratowanych. 

Jest mnóstwo lekarzy, którzy bardzo chętnie poświęciliby się wyłącznie paliatywnej/długoterminowej opiece domowej, pielęgniarki też by się znalazły, tylko kto za to zapłaci?

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Grzeralts 18 sierpnia 2017 14:00
18 sierpnia 2017 15:58

No niestety tak jest. Teraz niby powstał Instytut Gospodarki Senioralnej, różne wskaźniki sobie wyliczyli, doszli do wniosku, że w opiece nad seniorami tkwi duży potencjał ekonomiczny, ale i tak w ostatecznym rozrachunku opiekę będzie mieć ten, kto ma wysoką emeryturę, bądź mieszkanie do spieniężenia, bądź zasobną w kasę rodzinę. Urzędnicy w tym temacie są kompletnie niewydolni, być może przepisy też blokują. Czytałam sprawozdania z posiedzeń komisji sejmowej ds seniorów i tam nikt nie czuje tego zasadniczego problemu.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @ewa-rembikowska 18 sierpnia 2017 15:58
18 sierpnia 2017 16:23

Nikt nie czuje, bo nie ma potrzeby czuć. My sami, jako społeczeństwo tego nie czujemy. Do czasu reform, państwowa służba zdrowia spełniała też funkcję opiekuńczą. Babcię oddawało się na święta do szpitala, gratyfikacja dla personelu szła pod stołem i jakoś to działało. Od czasu wprowadzenia NFZ system opieki długoterminowej zdechł, ale ludzie tego nie zauważyli. Zauważają dopiero, kiedy ich rzeczywistość skonfrontuje z tym zagadnieniem. Ale i wtedy rzadko kto stawia prawidłową diagnozę problemu. Toyah ją właśnie postawił.

A problem będzie narastał, bo "produkujemy" coraz więcej ludzi wymagających stałej, kwalifikowanej opieki. I nie łudźmy się, są w zawodach medycznych idealiści, wcale niemało, ale na dłuższą metę i tak tego nie pociągną.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Grzeralts 18 sierpnia 2017 16:23
18 sierpnia 2017 17:04

W tej chwili w wiek emerytalny wchodzi pokolenie wyżu demograficznego z lat pięćdziesiątych. Za jakieś 15 lat to już będzie prawdziwy problem z opieką nad tą grupą.

zaloguj się by móc komentować


Rozalia @Grzeralts 18 sierpnia 2017 17:34
18 sierpnia 2017 18:17

Toyah mogę coś powiedzieć? 

zaloguj się by móc komentować

chlor @krzysztof-osiejuk
19 sierpnia 2017 02:02

Nie wiem co powiedziec. Dwa lata asystowałem przy zakończonej niestety typowo, walce o życie. Głównie to była walka z ochronnym pierścieniem przychodni i lekarzy rodzinnych, dopuszczających do fachowego szpitalnego leczenia tylko nieliczne osoby o skrajnie ciężkich,  łatwych  do oceny objawach. Czyli już po ptakach. To prawda, że w szpitalach fachowo wycinają rożne części ciała. Czasem niepotrzebnie, ale to kwestia ekonomii. Opłaca się obciąć nogę, nie opłaca się trzymać klienta tygodniami by ją leczyć. Lekarze nie mogą wczuwać się w cierpienia pacjentów, bo by zwariowali.

Aaa, jeszcze jedno. Zauważyłeś, że w szpitalach wykend jest święty?. Te pustki na parkingu od  piątku po 15 tej. Zostają  tylko salowe, pielęgniarki, i jeden pechowy  lekarz na dyżurze.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @chlor 19 sierpnia 2017 02:02
19 sierpnia 2017 09:00

Tu nie o to chodzi. Żadna reforma służby zdrowia nie rozwiąże problemu, o którym Toyah pisze. Chyba, że zlikwidujemy nowoczesną medycynę całkowicie. Opiekę długoterminową mogą zapewnić na dłuższą metę tylko bliscy. Ale potrzebne jest im wsparcie. A tego nie ma. I nie widać, żeby komuś to przeszkadzało (i nie mam na myśli MZ).

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @krzysztof-osiejuk
19 sierpnia 2017 18:32

Sedno problemu.

Dla mnie jest jasne, że to efekt działania Systemu. Ludzie w Polsce są IM potrzebni tylko do pracy, kiedy się starzeją lub tracą sprawność System przeznacza ich na śmietnik.
Pan podał przykład ludzi starszych, a teraz jest też coraz więcej młodych którzy w wyniku stresu, przemęczenia i złego odżywiania(lub niedojadania) dostają zwału lub udaru i tracą często w wyniku tego pełną sprawność. Kiedy dopada ich choroba to zostają bez szans.

To jest herezja w praktyce. Inaczej się tego nie da nazwać.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować