-

krzysztof-osiejuk : To ja

...

     

Niedawno bardzo, przy okazji kolejnej notki – czasem mam wrażenie, że wszystkie moje notki, to wciąż te same smutki i smuteczki – na temat tatuaży, wspomniałem historię jeszcze sprzed lat, jaką moja młodsza córka zechciała mi opowiedzieć o pewnej kobiecie planującej wymianę kolczyka w języku, i przyznać muszę, że zarówno sama historia, jak i jej kontekst, były niezwykle przygnębiające. I oto, proszę sobie wyobrazić, okazuje się, że mimo upływu lat, ona wciąż zachowuje tę samą co wówczas wrażliwość, no i czujność oczywiście, a ja dzięki temu mam do opwiedzenia coś równie inspirującego, tyle że tym razem nie po to, by nas tu wszystkich jeszcze bardziej zasmucić, ale wręcz przeciwnie – pokazać jak zwycięża życie, nie śmierć. Posłuchajmy:

Jechałam rano do pracy. Tramwaj niemal kompletnie pusty, a tu wchodzi niewidomy z białą laską i psem, i siada. Myślę sobie, że skoro on jest z psem, to pewnie dopiero uczy się nowego życia, ale oto przejeżdżamy dwa przystanki i oto… wsiada drugi niewidomy, wprawdzie bez psa, ale z laską i plecakiem, jednak nie siada, lecz staje tuż obok psa, no i jedziemy sobie dalej w trójkę w ciszy, aż nagle ten z psem się odzywa i jest rozmowa:

- Przepraszam, gdzie jesteśmy? 
- Dąb Kościół. 
- Dziękuję.
- A gdzie pan chce wysiąść?
- Pod ZOO
- To jeszcze dwa przystanki. 
- Wiem, wiem dziękuję.

Jedziemy dalej. Jest ZOO. Niewidomy z psem pyta tego z plecakiem:

- Pomoże mi pan jeszcze i powie czy na przystanku jest chodnik? 
- Tak, tak, chodnik jest, tu ma pan drzwi. 
- Dziękuję, a mógłby mi pan jeszcze tylko znaleźć przycisk otwierania? 
- Oczywiście, tutaj. 
- Dziękuję bardzo. Do widzenia.

Pan z psem wysiadają, a człowiek z plecakiem, zanim jeszcze zdążyły się zamknąć drzwi, krzyczy:

- Nie ma za co. Ja też jestem niewidomy!

Ostatnie dni i tygodnie, wypełniają ten blog serią trosk, zmartwień i złości. Okazuje się, że niekiedy wystarczy się przejechać tramwajem gdzieś tak między między katowickim rondem a śląskim zoo, by zobaczyć inną twarz tego świata. I cóż jeszcze można powiedzieć po czymś takim? No nic. Zwyczajnie nic. Ale jest dobrze. Góra stoi. Góra stoi.

 

Wszystkich zapraszam do zaglądania do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i do czytania moich książek.



tagi:

krzysztof-osiejuk
1 września 2017 09:40
5     773    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
parasolnikov @krzysztof-osiejuk
1 września 2017 13:31

Już działa notka, przepraszam wszystkich za trudności.

zaloguj się by móc komentować


Magazynier @parasolnikov 1 września 2017 13:31
1 września 2017 13:50

Ok. Dzięki za czujność. Pomyślałem, że Stary znowu odetchnie z ulgą. Ale zaraz też pomyślałem o panu i o inwencji Coryllusa i że nie długo będzie mógł sobie tak oddychać z ulgą.

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @krzysztof-osiejuk
1 września 2017 14:02

"zwycięża życie, nie śmierć"

Inaczej być nie chce. Tekst super. Przecież to byłoby wbrew prawu natury, tak bardzo ukochanemu przez półbogów naszych umiłowanych, a nawet wbrew prawu naturalnemu, żeby śmierć miała zwyciężać. Śmierć jest po to by ciągle przegrywać, bo kończy się w grobie.

W takim razie zakładam że to nie będzie trollactwo i nie spowoduje kolejnego zawieszenia szkoły nawigatorów, jeśli dokończę swój wczorajszy komentarz do twojego tekstu o postępach postępu niby w Kościele, a w zasadzie na jego marginesie: 

... (Pisałem tam o pelagianizmie, czyli herezji która chciała koniecznie żeby Chrystus/Król był tylko człowiekiem i wcale nie królem/namaszczonym, i że to widać u Dorris Lessing, Bułhakowa, który próbował w ten sposób zaistnieć na rynku brytolskim, w psychoanalizie, we flower power czyli w szołbiznesie dla ubogich itp.) Mamy więc tu szereg poszlak i domysłów, które prowadzą do City. Jeśli to nie City i devas, półbogowie wyznania kabalistycznego, niekoniecznie narodowości kabalistycznej, są naszymi największymi "cichymi wielbicielami", to kto? Rozumiem, że nasza własna głupota. Ale spychanie na margines Kościoła, skutecznego remedium na tą głupotę,  wynika nie tylko z niedoskonałości czy nawet zdrady ze strony duchownych. Raczej w większej mierze z rywalizacji o rynek finansowy. Tej wojny nie da się uniknąć. Nie wiem czy dałoby się uniknąć zdrady w Kościele takich ludzi jak Marcjon, Ariusz, Hus, Bp Michał Poniatowski, Kołłątaj, Staszic i naszych dzisiejszych delegatów z wyższych sfer do stanu kapłańskiego. Moje założenie jest takie, że kilku z nich przynajmniej to delegaci, wtyczki które robią atmosferę. Ktoś ich jednak wydelegował w tym czy w innym momencie.

To ma coś wspólnego ze zwycięstwem życia, czyli z Jezusem Zmartwychwstałym, mianowicie, to że pelagianizm to śmierć, a nawet życzenie śmierci w stosunku do Dawcy Życia.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @krzysztof-osiejuk
1 września 2017 16:22

Piękne! Piękna historia od początku do końca. Anioł prowadził Niewidomego 2 i postawił go, chętnego do pomocy, obok Niewidomego 1. Na pożegnanie Niewidomy 1 dostaje od Niewidomego 2 potężny kęs nadziei. A panna Osiejukówna  zapisała we wrażliwym sercu zdarzenie, i przyniosła Tatusiowi, żeby mógł się z nami podzielić.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować