-

krzysztof-osiejuk : To ja

Wezwani do tablicy, odcinek kolejny

Jeszcze przez pewien czas niniejszą „Tablicę” można znaleźć w kioskach, jednak jeśli ktoś na nią czeka tu na blogu, zapraszam z radością. Jak to ma miejsce ostatnio dość często, tematy są lekko przeterminowane, natomiast mam szczerą nadzieję,  że dowcip zachowuje stałą świeżość.

 

 

Tegoroczny Marsz Niepodległości, jak wszyscy wiemy, stanowił zastrzyk nowej nadziei dla totalnej opozycji, zarówno w Kraju, jak i w Bruskeli, tym razem jednak z takim oto przesłaniem, że ponieważ przez Warszawę przemaszerowało 60 tysięcy nazistów, cały cywilizowany świat nie ma innego wyjścia, jak zrobić wszystko, by doprowadzić do upadku rząd Beaty Szydło. Kłopot z tym, że mimo podejmowanych przez kolejne ośrodki wysiłków, zamiast ówych 60 tysięcy nazioli, wszędzie tylko widać zakochane pary oraz rodziny z dziećmi, i sytuacja po tamtej stronie robi się powoli naprawdę dramatyczna. I oto okazuje się, że pojawiła się przysłowiowa jaskółka, która, jak wiemy, wiosny nie czyni, ale jakąś nadzieję daje. Oto, jak donosi między innymi „Newsweek”, w rejonie, w którym odbywał się marsz, pojawiła się wraz ze swoim samochodem dawna działaczka dawnej „Solidarności”, niejaka Ewa Hołuszko, i ktoś jej w owym samochodzie wybił szyby i zniszczył lusterka. Podejrzenie jest takie, że ów ktoś to pisowcy naziści, którzy nie są w stanie tolerować faktu, że dzisiejsza Ewa Hołuszko, to tak naprawdę dawny Marek Hołuszko, tyle że po tak zwanej „korekcji płci”. Ponieważ samochód pana Ewy był na tyle tani, że wymiana szyb przewyższa jego wartość, środowiska walczące o przestrzeganie Konstytucji zorganizowały zbiórkę na nowy samochód dla pani Marka. W tej sytuacji nam nie pozostaje nic innego, jak apelować do Brukseli, by może na chwilę odpuściła problem drzew w Puszczy Białowieskiej i zajęła się samochodem Hołuszki. Sukces gwarantowany.

 

***

 

Skoro o sukcesie mowa, wielki sukces osiągnęła totalna opozycja w Polsce, kiedy po wielu miesiącach trudnych politycznych negocjacji Nowoczesna zgodziła się, by wspólnym kandydatem na prezydenta Warszawy został Rafał Trzaskowski, pod warunkiem, że wiceprezydentem miasta będzie Paweł Rabiej. Wszyscy mieliśmy okazje oglądać wspólną konferencję prasową Grzegorza Schetyny, Ryszarda Petru oraz wspomnianego Rabieja, podczas której ogłoszone zostało owo porozumienie i przez kilka kolejnych dni tkwiliśmy w stanie najwyższego zachwytu dla politycznych umiejętności przede wszystkim przewodniczącego Schetyny, kiedy to głos zabrała posłanka Lubnauer i zapowiedziała, że jeśli ona zostanie kolejną przewodniczącą Nowoczesnej, to wszystkie dotychczasowe ustalenia stracą ważność, bo „trwałe są tylko te sojusze, które dają korzyści wszystkim stronom”, a ona osobiście nie widzi jakichkolwiek korzyści z tego, by przyszłym prezydentem Warszawy został Trzaskowski, a nie jej koleżanka Kamila Pihowicz. Biorąc pod uwagę fakt, że przewodniczący Schetyna zapewnie również nie widzi żadnych korzyści w tym, by Gronkiewicz była zastąpiona przez Pihowicz, przed nami długie miesiące kolejnych sukcesów tak zwanej „totalnej opozycji”. Gdyby ktoś mnie pytał o zdanie, osobiście stawiam na Lubnauer. To jest nazwisko, które w Brukseli brzmi zdecydowanie bardziej serio niż jakieś „Petru”.

 

***

 

Swoją drogą, to bardzo ciekawe, że w ostatnich latach kobiety w Polsce zyskały tak wybitną pozycję w polityce. Gdzie te czasy, gdy jedyną licząca się damą w owym towarzystwie była Hanna Suchocka? Dziś nie dość, że premierem jest kobieta, że kobiety dzierżą najważniejsze stanowiska w rządzie, że nawet w opozycji pierwszym wojownikiem obok posłankek Lubnauer i Pihowicz, jest posłanka Wielgus, to i w tak jednoznacznie samczym środowisku jak Platforma Obywatelska, trafiają się prawdziwe gwiazdy, takie jak choćby posłanka Pomaska. Ostatnio świat wstrzymał oddech na wiadomość, że piosenkarka Dorota Rabczewska znana skądinąd jako Doda, została zatrzymana przez policję i oskarzona o jakieś tam wymuszenia, czy groźby kierowane pod adresem swojego byłego. Jak wiemy, ostatnio pani Doda kręciła się w okolicach Dobrej Zmiany, prawdopodobnie w poczuciu zbliżających się kłopotów, no ale teraz naprawdę już nie wiadomo, co z nią będzie dalej. Jak znamy nasz wymiar sprawiedliwości w starciu z polityką, sprawa już wkrótce się rozejdzie po kościach, a artystka będzie mogła wejść w politykę pełną parą. Kto wie, czy nawet nie na stanowisko prezydenta Warszawy. W końcu kobiety rządzą, czyż nie?

 

***

 

Inna sprawa, że z nadchodzącymi wyborami samorządowymi żartów nie ma. Wprawdzie Prawo i Sprawiedliwość wręcz staje na głowie, by stworzyć taki system, który Dobrej Zmianie zapewni kolejne zwycięstwo, wygląda jednak na to, że łatwo nie będzie. Oto lokalna „Gazeta Wyborcza” zorganizowała sondaż, z którego wynika, że niemal wszyscy mieszkańcy Gliwic, włącznie z tymi, którzy sobie szczególnie upodobali obecną władzę, nie marzą o niczym innym, jak o tym, by miłościwie im panujący od niemal już ćwierćwiecza prezydent Frankiewicz ich nie opuścił. Pocieszające jest to, że owe sondaże, o ile pytanie nie jest zadane uczciwie i wprost, są funta kłaków warte. Ostatnio firma Kantar Public ogłosiła, że od czasu jak PiS objął w Polsce władzę „37 procent badanych uważa, że nastąpiła zmiana na gorsze, a 36 procent, że na lepsze, 47 procent jest zdania, że w Polsce zaszły duże zmiany, 6 procent uznało, że żadnych zmian nie ma, 28 procent Polaków ocenia, iż Platforma Obywatelska rządziłaby gorzej od PiS, 27 procent jest zdania, że tak samo, a 18 procent, że lepiej, zmiany, które zaszły w kraju od przejęcia władzy przez PiS, jako duże ocenia 47 procent badanych, 31 procent uważa, że są one małe, a 6 procent wskazało w sondażu odpowiedź ‘żadne’. W tej sytuacji proponujemy, by kolejny sondaż zorganizować wokół jednego tylko pytania: „Czy uważa Pan/Pani, że pomidor”. Jestem pewien, że 70 procent badanych odpowiedziałoby, że jak najbardziej pomidor, 15 procent, że pomidor w żadnym wypadku, a zamiast pomidora chleb ze szmalcem, a reszta nie miałaby zdania.

 

***

 

Gdyby ktoś myślał, że poza bezpośrednio zaangażowanymi w bieżącą kopaninę politykami i ankietowanym przez różnego rodzaju sondażownie narodem, nikt już nie zabiera głosu, jest w głębokim błędzie. Oto przy okazji organizowanych przez opozycję protestów przeciwko skierowanym przez Prezydenta do Sejmu ustawom sądowym, dał o sobie przypomnieć nie kto inny jak sam Ojciec Narodu, Mateusz Kijowski. W wypowiedzi dla zaprzyjaźnionych mediów poskarżył się on, że w związku z kampanią nienawiści, jaką przeciwko niemu rozpętał rząd Prawa i Sprawiedliwości, on stracił ostatnie już źródło utrzymania, żyje w nędzy i gdyby nie pomoc przyjaciół, którzy mu robią zakupy i zapraszają na codzienny obiad, zmarłby z głodu. I teraz wiadomośc najbardziej wstrząsająca. Otóż w związku z zaistniałą sytuacją Mateusz Kijowski zastanawia się nad emigracją. Zanim on ostatecznie zniknie nam z oczu, pozwolę sobie na dwie refleksje. Pierwsza to taka, że to jest naprawdę straszne, jak tacy przyjaciele jak Tomasz Lis, czy Adam Michnik pozwolili Kijowskiemu żebrać o głupiego papierosa. Co by szkodziło dać mu skromny felieton to tu to tam? To już nawet osoby tak cyniczne jak bracia Karnowscy potrafią dbać o swoich bohaterów. No i druga kwestia. Po ciężką cholerę kazać się Kijowskiemu zapożyczać na wyjazd do Niemiec, czy do Francji? Czy on nie może im sprzedawać informacji stąd, z Warszawy?

 

***

 

Ktoś powie, że to jest naprawdę niesmaczne, że ile razy przyjdzie mi do głowy relacjonować stan umysłów gwiazd naszego filmu i estrady, to pada na Krystynę Jandę. No ale proszę powiedzieć, jakie ja mam inne wyjście, kiedy to cała reszta, na czele z Danielem Olbrychskim, leży nieprzytomna pod stołem i nie jest w stanie wydusić z siebie chocby jednego zdania na temat zalewającego Polskę faszyzmu. A zatem, po raz kolejny zabrała głos Krystyna Janda i poinformowała świat, że Telwizja Polska „jednym telefonem” dała jej do zrozumienia, że nie życzy sobie jej usług artystycznych. W odróżnieniu od Mateusza Kijowskiego, Janda emigrować nie zamierza i planuje nadal walczyć o „wolną Polskę” tu na miejscu, miedzy innymi na Facebooku. Ostatnio zdarzyło się jej zamieścić tam  następującą informację: „Do kuriozalnej sytuacji doszło w jednej z wrocławskich aptek. Młoda kobieta chciała zakupić lek dla swojego partnera. Farmaceutka, która własnie ją obsługiwała, zamiast sprzedania lekarstwa, postanowiła pomóc kobiecie w inny sposób, Zaproponowała jej pójście na pielgrzymkę do Lichenia”. No pięknie. Ledwo skończyli z sądami, wzieli się za apteki. A kiedy przewodniczący Guy Verhofstadt mówił o 60 tysiącach faszystów, to wzruszaliśmy ramionami.

 

Moje książki są jak zawsze do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl, a jeśli ktoś mieszka w Warszawie, to dodatkowo w sklepie FOTO MAG w Alei KEN. Zapraszam serdecznie.



tagi: polska niepodległa  wezwani do tablicy  różności 

krzysztof-osiejuk
6 grudnia 2017 10:16
2     513    2 zaloguj sie by polubić
komentarze:
stanislaw-orda @krzysztof-osiejuk
6 grudnia 2017 11:09

w zdaniu:

"To jest nazwisko, które w Brukseli brzmi zdecydowanie bardziej serio niż jakieś „Petru”.

zmieniłbym słowo "serio" na słowo "swojsko".

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować