-

krzysztof-osiejuk : To ja

Wibracje Rastamana, czyli polskie kino schodzi do podziemia

             

      Niewykluczone, że na ten sam temat swoje własne refleksje dziś przedstawi nasz kumpel Coryllus, mam jednak nadzieję, że uda mi się go nieco obejśc bokiem. Jak zawsze zresztą. Może od razu opowiem zatem, o co chodzi. Film jest całkiem świeży, zapisany w wersji czarno-białej, robi wrażenie, jakby został nakręcony na amatorskiej taśmie 16 mm, nosi angielski tytuł „Knives Out”, a wyreżyserował go młody polski rezyser, Przemysław Wojcieszek.  Mówiąc bardzo krótko – inna sprawa, że dłużej i tak by się nie dało – chodzi o to, że grupa młodych Polaków wynajmuje gdzieś w lesie chałupę i urządza w niej tak zwane „spotkanie po maturze”. Kiedy już wszyscy pochwalili się życiowymi i zawodowymi sukcesami, pojawia się polityka, a z nią najbardziej czarny pisowski faszyzm, który wraz z kolejnymi wypitymi flaszkami i kolejnym dupczeniem, prowadzi przyjaciół do tego, że wszyscy ryczą „Niech żyje, kurwa, Polska”, „Kocham, kurwa, Polskę”, „Nienawidzę, kurwa, Niemców”, by kulminacyjny punkt osiągnąć w scenie, gdzie główny bohater zwraca się do drugiego głównego bohatera: „Jeśli nie wierzysz, że 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku został zamordowany prezydent Lech Kaczyński i 95 innych ludzi, nie zasługujesz na to, by się, kurwa, nazywać Polakiem”, po czym napięcie rośnie jeszcze bardziej, ktoś krzyczy: „Niech żyje Breivik”, a nastepnie już wszyscy drą mordy na cały las, skandując „Polska, Polska, Polska”.

     Ale jest jeszcze coś. Oto wśród sympatycznych przyjaciół, jest jedna Ukrainka, która wraz ze wzrostem patriotycznych nastrojów staje się dla pozostałych wrogiem numer jeden, co zresztą zostaje bardzo jednoznacznie wyrażone przez głównego bohatera: „Nienawidzę Niemców i Syryjczyków, ale najbardziej Ukraińców”, po czym pojawia się plan, by Ukrainkę zabić i w ten sposób dokonać rytualnej afirmacji trumfującej polskości. Ukrainka zostaje zatem oczywiście zamordowana, główny bohater stwierdza, że nie ma się czym przejmować, bo to tylko w tej zepsutej do cna Europie życie ma jakąkolwiek wartosć i film się kończy. To koniec. Nie żartuję.

     Ponieważ film mnie w sposób oczywisty zainteresował, sięgnąłem do Internetu i, jak się okazuje, jego autor Przemysław Wojcieszek już od pewnego czasu bardzo pragnął nakręcić film o tak zwanej „dobrej zmianie”, ale ponieważ znikąd nie mógł dostać pieniędzy, zwrócił się do organizatorów niemieckiego festiwalu filmowego Berlinale, ci obiecali wsparcie i powiedzieli krótko: „Kręć”. Po dwóch tygodniach – nic nie zmyślam – kiedy film był już gotowy, pojawił się kolejny problem, mianowicie dźwiek, na który, jak się okazało z niemieckiej forsy zabrakło, a więc Wojcieszko urządził internetową zbiórkę, no i stał się dźwiek. Pozostała kwestia dystrybucji. Jako że nikt nie chciał się podjąć dystrybucji tego gówna, w tym momencie zareagował francuski Canal+ obiecując Wojcieszkowi, że przez najbliższe dwa lata, będzie prezentował film w telewizji na wszystkich swoich kanałach.

     A więc mamy, jak mówi sam Wojcieszek, pierwszy i jedyny prawdziwy film o „dobrej zmianie”, no i zapewnienie ze strony Niemców i Francuzów, że o pieniądze on się martwic nie musi, bo o to oni się już odpowiednio zatroszczą.

     Pozostaje więc już tylko pytanie, czy film „Knives Out” jest gorszy, lepszy, czy może taki jak inne polskie filmy? Na tę kwestię niestety nie umiem odpowiedzieć, bo moim zdaniem, „Knives Out” to przede wszystkim nie jest film w znanym nam znaczeniu tego słowa. Filmem był „Wołyń”, filmem była „Drogówka”, filmem był oczywiście „Smoleńsk”, jestem pewien, że filmem jest nawet „Botoks” Vegi, natomiast gdy chodzi o „Knives Out”, ono mi najbardziej przypomina coś, co sam zrobiłem, jak jeszcze w roku 1973 byłem w 3 klasie liceum i z kolegą na wakacjach, ośmiomilimetrową kamerą bez dźwieku postanowiliśmy nakręcić naszą osobistą impresję o bandytach i duchach. Jestem natomiast pewien, że przedwczorajsza emisja tego filmu w przez Canal+ zapewni nam polityczną rozrywkę przez najbliższe parę miesięcy. Otóż najprawdopodobniej film już niedługo zacznie być wyświetlalny w wielu polskich kinach, starannie reklamowane przez „Gazetę Wyborczą” pokazy będą gromadziły tłumy, film zostanie uznany za jedno z najwybitniejszych dzieł tak zwanego „nowego kina moralnego niepokoju”, a z drugiej, czyli naszej strony, zostanie uruchomiona wielka kampania na rzecz zakazu jego wyświetlania, a kto wie, czy nawet „Reduta Dobrego Imienia” nie pójdzie z tym do sądu. Film Wojcieszka zyska sławę w całej Europie, niewykluczone, że już na najbliższym festiwalu w Berlinie zdobędzie specjalnę nagrodę Komisji Europejskiej, czy czegoś takiego, a sam Wojcieszek stanie się człowiekiem majętnym i za większe już pieniądze nakręci wreszcie jakiś zabawny erotyczny kryminał z braćmi Pazura w rolach głównych, który podbije serca polskiej publiczności.

     Ciekawy jestem tylko, jaki on będzie miał tytuł. Otóż proszę sobie wyobrazić, że Wojcieszek dotychczas zrealizował dobrych kilka filmów i przedstawień teatralnych i z tego co widzę wynika, że każde z nich nosi tytuł zerżnięty z tytułu którejś ze znanych rockowych piosenek: „Jestem zmartwychwstaniem” The Stone Roses, „Zabij ich wszystkich” Metalliki, „Głośniej od bomb” The Smiths (to akurat, przyznaję, nie piosenka, ale tytuł albumu), „Cokolwiek się zdarzy, kocham cię” Morrisseya, „Osobisty Jezus” Depeche Mode, „Zaśnij teraz w ogniu” Rage Against The Machine, „Jak całkowicie zniknąć” Radiohead, czy nasz dzisiejszy wybryk, „Knives Out”, również Radiohead.

     W tej sytuacji proponuję, by swój pierwszy poważny film, za naprawdę poważne pieniądze, Wojcieszek zatytułował bezkompromisowo „Wibracje Rastamana”.

 

Oczywiście niezmiennie zapraszam wszystkich do kupowania moich książek. Wszystkie są do nabycia w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl.

    

    

     



tagi: film  przemysław wojcieszek  knives out 

krzysztof-osiejuk
24 sierpnia 2017 09:55
14     905    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
glicek @krzysztof-osiejuk
24 sierpnia 2017 10:58

"Film wielkiej przestrogi pokazuje mechanizmy społeczne jak rodzi się nacjonalizm" :)

Reżyser Wojcieszek mówi, że opiera się na improwizacji a scenariusz napisał z aktorami. I należy realizować swoje marzenia.

https://www.youtube.com/watch?v=hg3K8JdXz8Y

Czyli to jest "dzieło" o tym jak studenci wyobrażają sobie "rodzący się nacjonalizm". :)

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @glicek 24 sierpnia 2017 10:58
24 sierpnia 2017 11:26

Studenci z wielkich miast, dodajmy.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @krzysztof-osiejuk
24 sierpnia 2017 11:27

Znikąd ratunku. Debilizm tryumfuje ostatecznie.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @krzysztof-osiejuk
24 sierpnia 2017 11:43

Tajemnica łatwego dostępu do niemieckich funduszy reżysera Wojcieszka, człowieka-nikt, może tkwić w tym, że poczynając od jego pierwszego "filmu kinowego" w kolejnych czterech filmach robiła mu zdjęcia Jolanta Dylewska, starsza od niego o całe pokolenie pani, która co ciekawe, jest nie tylko profesorem Wydziału Operatorskiego i Realizacji Telewizyjnej Państwowej Szkoły Filmowej i Teatralnej im Schillera w Łodzi, to jeszcze wykłada na Wydziale Kompozycji Obrazu i Kinematografii Filmakademie Baden-Wuerttemberg w Ludwigsburgu.

Za łeb został wyciągnięty z niebytu w ten sposób, że w 1998 r. kiedy miał lat 24 strasznie zapragnął wykorzystać jego scenariusz pt. "Poniedziałek" "pan Witold Adamek "człowiek branży" ur. 1945, który wśród osiągnięć artystycznych filmowych ma takie osiągnięcia jak "Miss mokrego podkoszulka" w 2002 i "S@motność w sieci" wg harlequina Krajewskiego (też chyba z Wrocławia).
Wszystkie filmy Wojcieszka są po prostu ściekiem. Pytanie, czy można je nazwać "filmami Wojcieszka", czy to raczej "dzieło zbiorowe" firmowane takim słowiańskim nazwiskiem. Zainteresowania artystyczne pani Jolanty Dylewskiej, która stała za kamerą 40% dzieł Wojcieszka są jasno sprofilowane: w roku 1990 dwie produkcje polsko-niemieckie, w 1993 film "Simon Wiesenthal" oraz "Kronika Powstania w Gettcie Warszawskim wg Marka Edelmana" a na drugą nóżkę kręciła serial niemiecki (1989-1994) pt. "Maries Lied:Ich War, Ich Weiss Nicht" a po latach pojawiły się takie produkcje jak: "Po-Lin. Okruchy pamięci" rok 2004, produkcja Polska-Niemcy i już najwyższa półka czyli filmy Agnieszki Holland: "W ciemności" (2011, produkcja Polska, Kanada, Niemcy), "W świetle" - dokument obrazujący dialogi Agnieszki Holland z autorką książki Krystyną Chiger i film "Pokot" 2017.

W filmie Wojcieszka "Knives Out" gra aktorka ukraińska Anastazja Borkoniuk, która od lat siedzi we Wrocławiu i gra w serialu "Pierwsza miłość", którego pierwsze odcinki kręcił absolwent szkoły filmowej w Moskwie pan Okił Khamidow, kręcący od lat "Świat wg Kiepskich". Ten serial to kolejny antypolski ściek.  Pani Anastazja zagrała również w filmie "Smoleńsk", bo świetnie mówi po rosyjsku.  A na wszystko swoim subtelnym okiem patrzy minister kultury pan Gliński, brat swojego brata. Który też ostatnio został dofinansowany na marne parę marek, sorry, euro z "niemieckiego funduszu filmowego' poprzez PISF tym razem.  http://www.pisf.pl/dotacje/dofinansowane-projekty/2015/polsko-niemiecki-fundusz-co-developmentowy

zaloguj się by móc komentować


A-Tem @pink-panther 24 sierpnia 2017 11:43
24 sierpnia 2017 14:07

S@motność w Sieci napisał Wiśniewski. Mieszka (lub mieszkał, b. dawno go nie widziałem) koło mnie, w Eschborn, ma dwie córki i robotę jako konsultant, taki wolny strzelec, doradza koncernom — czyli zatrudnia się na krótkie lub dłuższe zlecenia, nie odprowadzając nic do kasy emerytalnej.

 

Dygresja: Jeśli kto nie dopasowany jest do tut. społeczeństwa, to często "doradztwem dla firm" nazywa swoją zwykłą pracę na etacie, pracę zupełnie pozbawioną zabezpieczeń socjalnych, ale za to dającą zysk natychmiastowy przez przekierowanie składek ubezpieczeniowych do kieszeni pana doradcy, czyli "więcej kasy na rękę". Austriacy tak tu pracują, przykład Wiśniewskiego nam pokazuje, że Polacy też. Z Wrocławia, owszem. Są motywy takie wrocławsko-lwowskie w jego opowiadaniach. Tytułowa nowelka jest pod względem oddania w niej techniki dobrze napisana, ale pod innymi względami, to... Szkoda gadać. Polecano mi tę SwS, zresztą wpadłem na Wiśniewskiego cały jeden raz, no i tutaj już nie wypadało zajrzeć do jego opowiadań. Są duszoszczypatielne w stopniu eliminującym z nich treść. Same uczucia, odmieniane przez przypadki. Niemcy mówią o takich Frauenversteher co się tłumaczy, że taki "zna kobiece emocje lepiej niż każda kobieta". Koniec dygresji!

 

A zatem, Wiśniewski. Nie Krajewski (ktokolwiek to by był).

zaloguj się by móc komentować

A-Tem @krzysztof-osiejuk
24 sierpnia 2017 14:27

Nożami... To jest wyjątkowo podstępne draństwo, robić taki film. Nóż to najstarsze narzędzie znane człowiekowi. Kamienny, potem spiżowy, wreszcie stalowy, umożliwiał przeżycie we wrogim środowisku, wyżywienie się, ubranie się i budowę schronień, domów.

 

Nóż... Kowal to najstarszy zawód świata, obok wypalacza naczyń glinianych. Draństwo polega na tym, że narzędzie najbardziej potrzebne do życia człowiekowi - zaczynamy życie od przecięcia pępowiny, tak właśnie, a potem się nigdy nie rozstalemy z nożem, bo byśmy zginęli w niefizjologicznym środowisku - perwersi pokazują to najbardziej niezbędne narzędzie jako środek zabójstwa.

 

Scyzoryk... Szczególna perwersja polega też, a może przede wszystkim na tym, że tu - czy w DE, NL, GB czy innej Francji - zakazano pod karą więzienia posiadania noży przy sobie - a w Polsce wolno. Tego socbanda nie może przeboleć. Ile "oni tam" mają wolności! No nie do zniesienia, wolno "tym Polakom" nosić nóż. Wyszydzić! Zakazać! Spreparować świadomość pod zakazy!! Już!!!

 

Zobaczysz więc, co dalej będzie. Czy czasem już-już dobrozmianowcy nie mają w szufladzie kolejnego projektu antyludzkiej ustawy, jak ta szczepionkowa, tym razem zakazująca noży. Takiej perwersji się pewnie nie spodziewasz, a ja tak. Wiedząc co nieco o "tajnikach harmonizacji prawa lokalnego z unijnym" owszem, nie tylko spodziewam się, ale ostrzegam: szybko tę socbandę usuńmy, bo oni szykują Polsce drastyczniejszą rozwałkę resztek wolności, niż ta, jaka zaszła za poprzedników. Wszystko z przymilaniem się i pod płaszczykiem patriotyzmu, więc usypiając czujność.

zaloguj się by móc komentować

krzysztof-osiejuk @pink-panther 24 sierpnia 2017 11:43
24 sierpnia 2017 15:06

Nie chodziło mi o to, zwłaszcza, że na "Knives Out" Gliński nie dał gorsza.

zaloguj się by móc komentować


stopfalszerzom @krzysztof-osiejuk
24 sierpnia 2017 15:33

Czyli jakby się tak uparło paru ludzi to mogą zrobić niskobudżetowy za to wysokokaloryczny film jaki zechcą... Na pohybel tym wszystkim obowiązującym formatom i układom. A potem wystarczy go wpuścić do neta, na youtuba i patrzeć jak słupki rosną.

zaloguj się by móc komentować

yesfan @stopfalszerzom 24 sierpnia 2017 15:33
24 sierpnia 2017 16:00

No z tekstu akurat wynika że nie bardzo każdy. W końcu dostał pieniadze od Berlinale a na dzwięk od Canalu +

zaloguj się by móc komentować

stopfalszerzom @yesfan 24 sierpnia 2017 16:00
24 sierpnia 2017 16:02

No ale to jakieś grosze... które można zebrać bez pomocy agentury obcej.

zaloguj się by móc komentować


krzysztof-osiejuk @yesfan 24 sierpnia 2017 16:00
24 sierpnia 2017 16:31

Nie. Na dźwięk zebrał od sponsorów w sieci. Canal+ dał mu znacznie więcej. Dystrybucję.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować