-

krzysztof-osiejuk : To ja

Z wizytą w jaskini profesjonalistów

       Kiedy Piotr Bachurski zaproponował mi prowadzenie w tygodniku „Polska Niepodległa” rubryki pod tytułem „Wezwani do tablicy”, postawił sprawę jasno. Chodzi o to, by przedstawić format już wielokrotnie sprawdzony, a więc serię krótkich, często zabawnych komentarzy na tematy bieżące, takie jakie znamy, z jednej strony, z tygodnika „W Sieci”, czy „Do Rzeczy”, a z drugiej, choćby z „Polityki”, tyle żeby to było znacznie, znacznie lepsze. Jak wiemy, podjąłem się tego zadania i jakoś tam udaje mi się je realizować, jednak od samego początku do wczoraj jeszcze miałem obawę, że jakkolwiek bym się starał, nie będzie mi łatwo przebić dotychczasowych mistrzów, czyli choćby „wsieciowych” Mazurka i Zalewskiego.

       I oto proszę sobie wyobrazić, że po dość długiej przerwie kupiłem kolejny numer wspomnianego tygodnika i jak za dobrych dawnych czasów, w pierwszej kolejności zajrzałem do kultowej wręcz na prawicowej scenie rubryki „Z życia koalicji i opozycji”… i okazało się, że jest dobrze. Upadek, jaki zarejestrowali obaj redaktorzy otwiera przed nami pole do działania wręcz nieograniczone. Oto pierwsza część owej rubryki, czyli „Z życia koalicji” i pierwsy news. Okazuje się, że w Kacelarii Prezydenta doszło do wymiany Małgorzaty Sadurskiej na niejaką Halinę Szymańską i nasi redaktorzy zastanawiają się, kto zacz. Odpowiedź jest jedna: nie wiadomo, ale jest „cwana”. Koniec.

     Druga notka dotyczy tej samej Szymańskiej, tyle że tym razem już dowiadujemy się, że ją do Pałacu Prezydenckiego skierował Joachim Brudziński wbrew Prezesowi.

     Kiedy wydaje się, że coś wiemy, pojawia się kolejny „króciak”, a wraz z nim informacja, że podobno to nie Brudziński, lecz Artur Balazs, co może świadczyć, że Szymańska, podobnie jak inni jego znajomi, jest osobą bardzo zamożną, co oczywiście nas pozostawia w sytuacji, w jakiej byliśmy na początku, a jednocześnie dowodzi, że trzech pierwszych kawałków owej parki wybitnych redaktorów mogłoby równie dobrze nie być.

      I tu jest wreszcie pora na żart w postaci informacji, że mimo iż Sadurska już nie pracuje dla prezydenta, jej zdjęcie wciąż widniej w tak zwanym „entranecie”, co oznacza, że – tu cytat – „biedny Duda nie może się jej pozbyć”. Oto żart i jego koniec.

      W kolejnym „króciaku” w dalszym ciągu pozostajemy w temacie Sadurskiej i dowiadujemy się, że wszelkie pretensje o to, że ona otrzymała intratne stanowisko w zarządzie PZU są pełne fałszu, bo oto były wiceminister Platformy Obywatelskiej Michał Chyczewski dostał fuchę w Alior Banku, a media o tym awansie solidarnie milczą. Koniec.

      Następna notka podtrzymuje temat Chyczewskiego, a pointa jest taka, że to wstyd, że PiS nie ma własnych kadr i musi sięgać po zasoby Platformy Obywatelskiej. I to tyle. Naprawdę. Tam nie ma nic więcej.

       Pora na informację kolejną. Oto jesteśmy świadkami „kryzysu przywództwa” Beaty Szydło, niemniej pozycja pani premier jest wciąż dość pewna, a to wszystko zasługa jej krytyków z Parlamentu Europejskiego. Gdyby nie oni, już by było po Szydło. I to jest drugi żart. Rozumiemy, prawda? Szydło swoja pozycję zawdzięcza Tuskowi i temu drugiemu.

       Fakt jednak jest faktem, że pozycja Szydło drży w posadach, bo Prezes stracił do niej zaufanie, ale ponieważ jemu się ciągle zmienia, może się zdarzyć, że i tym razem wszystko będzie inaczej, niż się wydaje i to wcale nie dlatego, że redaktorzy tygodnika „W Sieci” dotrą do kolejnych plotek. I tu też nie ma nic więcej. Oto początek i koniec owej refleksji: Szydło jest na odstawce, ale Kaczyńskiemu jak zawsze może się odmienić.

      Na sam koniec pojawia się Jacek Sariusz-Wolski oraz pretensje, że ten się podlizuje PiS-owi w sposób nadmiernie bezczelny i powinien przestać. Koniec. Tyle.

      Ktoś powie, że to jest żywa demonstracja problemu, przed jakim stoją tacy redaktorzy jak Mazurek z Zalewskim, którzy od początku założyli sobie, że będą siedzieć w rozkroku na owym przysłowiowym płocie i, nasi, czy nie nasi, ciąć po równo, gdy tymczasem pojawia się kwestia, z czego można szydzić, jeśli idzie o tak zwany „rząd dobrej zmiany”, który czego się tknie, zmienia w złoto? Zobaczmy więc, jak się prezentuje profesjonalny humor Mazurka z Zalewskim, gdy chodzi o opozycję. Może tam udało im się wygrzebać coś naprawdę ciekawego? I proszę sobie wyobrazić, że tu jest znacznie, znacznie gorzej, a żeby zaprezentować ów upadek, proponuję rzucić okiem na wybraną całość:
      „Ostatnio przy całkiem akademickiej okoliczności (przechodziliśmy obok z tragarzami i nas wpuszczono) spotkaliśmy Zbyńka Siemiątkowskiego, dawnego rzecznika SLD. Ale czasy się zmieniają, to już nie ten umiarkowanie rozgarnięty Zbyniek, który uważał, że tamerlan był władcą starożytnym, a kóremu Izabella Sierakowska obiecywała, cytujemy ‘obciąć jaja’”. Teraz to poważny profesor UW, dr hab. Zbigniew Siemiątkowski. Zbyniek był jednak przez profesurę traktowany tak obcesowo, że zrobiło nam się przykro. Nikt, poza jubilatem, nie chciał z nim gadać”.

      I jeśli ktoś myśli, że ja złośliwie wybrałem coś najmniej udanego, jest w dużym w błędzie. Jest wręcz odwrotnie. To jest coś z tego całego zestawu zdecydowanie najlepszego. Owszem, kompletnie bełkotliwego, ale przynajmniej robiącego wrażenie czegoś przynajmniej przemyślanego. Reszta, to jakieś kompletne bzdury na temat Kukiza i Liroya. Bez sensu, celu, a przede wszystkim humoru.

      W ten zatem sposób dochodzimy do sedna rzeczy, czyli konkluzji. Oto mamy dwóch wybitnych prawicowych dziennikarzy III RP, którzy odstawiają coś na poziomie, którego normalny czytelnik tolerować nie ma sposobu. To jest najbardziej pusta pustka i praktyczny koniec czegoś, co przywykliśmy nazywać profesjonalnym dziennikarstwem. Pozostaje pytanie, dlaczego do tego doszło. Jak to się stało, że owi dwaj, jak by nie było, profesjonaliści, mogli osiągnąć poziom tak niski? Otóż sądzę, że na to pytanie znam odpowiedź. Rzecz w tym przede wszystkim, że tak naprawdę, poza dostępem do zawodowych plotek, które kiedyś sięgały poziomu Rywina, a dziś nie wychodzą poza rappera Liroya, oraz poczuciem humoru, które się ogranicza do kpienia z imion, oni nigdy nie mieli nic. Do tego jednak doszło jeszcze owo zepsucie, a wraz z nim przekonanie, że oni praktycznie nie muszą się już starać – ciemny lud kupi wszystko, co mu się zaoferuje, nawet jeśli nie będzie miał pojęcia, co w tym worku jest. Niektórzy czytelnicy tego bloga pamiętają, jak opisałem swoje spotkanie z jednym ze wspomnianych profesjonalistów, kiedy to spytałem go, czemu wspomniana rubryka jest tak słaba – a wówczas jeszcze, jak się okazuje, była całkiem na poziomie – i czemu on to robi. Odpowiedź była: „Karnowscy dobrze płacą”. Wygląda na to, że Karnowscy nie dość, że dobrze płacą, to w dodatku gwarantują długowieczność. A skoro tak, to wspomniany „ciemny lud” wystarczy, by się utrzymać na powierzchni do emerytury.

      Ale tak naprawdę chodzi o coś znacznie więcej, niż dwóch zepsutych prawicowych dzienikarzy. W końcu, nie oni jedni. Kiedy Piotr Bachurski prosił mnie, bym zaczął raz na tydzień pisać te kawałki, wiedziałem, że mnie absolutnie nie stać na to, by zejść poniżej pewnego poziomu. Z dwóch względów. Po pierwsze, ja nie mogę zawieść czytelników, a po drugie, jeśli tylko obniżę poziom, to Bachurski mi powie, że albo się wezmę w garść, albo on mi podziękuje i poszuka kogoś lepszego. Czy on by tak zrobił faktycznie, co do tego pewności nie mam, ale wolę dmuchać na zimne i staram się jak jasna cholera, żeby każdy kolejny tekst był lepszy od poprzedniego. No i mamy, co mamy.

      Tymczaem, z drugiej strony, jest tak zwane zawodowe dziennikarstwo, które na całego korzysta z owej patologii i jeszcze ma czelność coś tam nam opowiadać na temat różnicy między amatorami i zawodowcami. Przepraszam bardzo, ale do nich mam tylko jednen apel: proszę się łaskawie zamknąć. Co do nas natomiast, zachęcam do czytania „Polski Niepodległej”. W każdą środę nowy numer, a w nim wszystko co najważniejsze.

 

Przypominam, że w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl mamy nasze książki, a jest ich bez liku. Polecam każdą i wszystkie.

.

       

 

   



tagi: w sieci  dziennikarstwo  mazurek z zalewskim 

krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 10:37
14     709    4 zaloguj sie by polubić
komentarze:
betacool @krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 10:53

Mazurek jakiś czas temu jeszcze rubrykę o winach (tych z winogron i nawet z Lidla) prowadził. Może wątroba mu zmarszczała,  a z czymś takim, to ciężko udane żarty stroić. Więc wychodzą żarty zmarszczone. ..

 

zaloguj się by móc komentować

przemsa @krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 10:55

> zajrzałem do kultowej wręcz na prawicowej scenie rubryki „Z życia koalicji i opozycji”

Dawno nie miałem w ręce. Nadal jest tam ich wystudiowane zdjęcie, gdzie w sztrukoswych marynarkach z łatami na łokciach i karkiem niedbale oplecionym szalikiem z alpaki, w swodobnej pozie wyluzowanych i nonszalanckich freelancerów z agencji PR o jakiejś niemożliwej do wymówienia nazwie, udają nonkonformistycznych, cynicznych i oczywiście niepokornych kpiarzy do granic wyczulonych na absurdy polskiego zaścianka?

 

 

zaloguj się by móc komentować


Caine @krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 11:30

Ciekawe, co dziś porabia brat Mazurka.

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @betacool 22 czerwca 2017 10:53
22 czerwca 2017 12:55

Najzabawniejsze jest to że niektóre z win tam sprzedawanych są naprawdę dobre... Reklama dźwignią handlu? 

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 13:07

Pisze Pan "...jak by nie było, profesjonaliści...", no i rzeczywiście jakby nie było. Można się też pokusić o pytanie czy kiedykolwiek było. To podobno weryfikuje dopiero "jak mężczyzna kończy", ale tu naprawdę nie ma na co czekać. To były tylko aspiracyjne pozory no i tzw. znajomości. 

Jak to powiedział jeden mało znany bloger "oni mają gwarantowane" a na resztę wylane. Dostali się do klubu a reszta jest już tylko konsekwencją tego przywileju, tj kwestią czasu kiedy czytelnicy się połapią i uciekną stamtąd z krzykiem. Czego Panu i innym autorom "amatorom" piszącym dla szkolynawigatorów życzę. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @OdysSynLaertesa 22 czerwca 2017 13:07
22 czerwca 2017 14:35

Ja jak slysze o tym calym... profesjonalizmie albo o profesjonalistach... to zaczynam dostawac "bialej goraczki" !!!

Komentarz super trafny... nic dodac - nic ujac... znajomsci, protekcja - zreszta nachalne i przesadzone... towarzystwo wzajemnej adoracji roznych "swoich" miernot i jelopow, gwarantowane dotacje z panstwowego budzetu, lekcewazace czytelnikow... ktos na poziomie to taka cholote omija szerokim lukiem...

... coz... przylaczam sie do najlepszych zyczen dla Gospodarza bloga, "autora-amatora", z wieloletnim doswiadczeniem i praktycznym, wymiernym dorobkiem autorskim... swojego czasu najlepszym blogerem s24...  i wszystkich "autorow-amatorow" piszacych dla SN.

Na pohybel "profesjonalyzmowi i profesjonalystom" !!! 

zaloguj się by móc komentować

Paris @krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 14:38

Coz...

... pan Bachurski... wiedzial co robi... to byla dobra decyzja !!!

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @betacool 22 czerwca 2017 10:53
22 czerwca 2017 15:38

Z tymi winami i innymi przysmakami to są żywe jaja...

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @gabriel-maciejewski 22 czerwca 2017 15:38
22 czerwca 2017 17:34

Zalężone przez padalca. Bo nie przez węża przecież, a tym bardziej smoka.

zaloguj się by móc komentować

emi @maria-ciszewska 22 czerwca 2017 17:34
22 czerwca 2017 19:20

Odchodząc warto jednak warto strząsnąć pył

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 19:43

Bo jaja obcopylne?

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @krzysztof-osiejuk
22 czerwca 2017 19:43

Ojej, to było do emi!

zaloguj się by móc komentować

emi @maria-ciszewska 22 czerwca 2017 19:43
22 czerwca 2017 20:44

Żeby nie zanieczyścić u siebie (i żeby gest był widzialny) 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować